Opublikowano Dodaj komentarz

Czy każdy z nas jest potrzebny?

Dawno, dawno temu w krainie Widzialnej, w której natura tętniła życiem, dzień i noc nieustannie przeplatały się ze sobą, a świat fauny i flory rozkwitał, jak nigdy dotąd – żyła sobie Mała Brzoza.

Mała Brzoza rosła na skraju wielkiego dębowego lasu. Była młodym drzewem niewielkich rozmiarów. Jej listki były cienkie, jasnozielone i lekko szeleściły podczas podmuchów letniego wiatru. Dorastała wśród młodych dębów, a opiekowały się nią starsze osobniki.

Mała Brzoza często myślała o tym, dlaczego jako jedyna rośnie w lesie pełnym dębów. Nierzadko bywała smutna z powodu swojej odmienności, ponieważ jej biała kora mocno wyróżniała się na tle innych ciemnych drzew. Wzrostem także nie dorównywała swoim rówieśnikom, przez co często zastanawiała się, czy wszystko jest z nią w porządku. Żałowała, że nie urodziła się dębem. Myślała sobie, że byłaby wtedy szczęśliwsza. Całe dnie spędzała na podziwianiu ich potężnych gałęzi, przepięknego kształtu liści i owoców, którymi dzieliły się z mieszkającymi nieopodal zwierzętami. Marzyła o tym, aby być taka jak one, lecz zdawała sobie sprawę, że jej marzenie nigdy nie stanie się rzeczywistością. Była zwykłą, małą brzozą rosnącą na skraju lasu.

Pewnego dnia Mała Brzoza zauważyła, jak grupa młodych dębów rozmawiała ze sobą po cichu. Mała Brzoza pomyślała, że to jakaś nowa zabawa, ucieszyła się na tę myśl i zapytała:
– O czym tak szepczecie, robimy komuś niespodziankę? Mogę się przyłączyć?
– Nie chcemy Cię tutaj, jesteś inna – odpowiedziało jedno z nich i zwróciło się do pozostałych – dokończymy później, żeby nic więcej nie słyszała.
Dęby powróciły do swoich zajęć, a Mała Brzoza skuliła swoje listki i zaczęła cichutko płakać w samotności.

Po pewnej chwili zauważył to Stary Dąb. Stary Dąb był najstarszym drzewem w okolicy i był uznawany za najważniejsze drzewo w lesie. Wszystkie leśne istoty znały jego prastarą mądrość, którą chętnie dzielił się z innymi.
– Mała Brzozo – rzekł Stary Dąb do płaczącego drzewa – dlaczego się smucisz?
– Jestem inna niż wszystkie drzewa w tym lesie. Nie mam owoców, by zwierzęta zechciały się ze mną przyjaźnić. Moja korona nie jest tak majestatyczna, by można było mnie podziwiać. A moja kora zamiast barwy brązowej – coraz jaśniej połyskuje w słońcu bielą, przez co nie mogę ukryć swojej odmienności.
– To prawda – odpowiedział – jesteś mniejsza niż najmłodszy dąb, nie wydajesz jesienią żołędzi, a im jesteś starsza, tym bardziej odróżniasz się od innych drzew, ale to czyni Cię wyjątkową Najmilsza.
– Nie chcę być wyjątkowa. Chcę, żeby wszyscy mnie lubili – skarżyła się Mała Brzoza.
– Pozwól, że opowiem Ci pewną historię.
Jest ona o człowieku, który posiadał wielki dar. Był to dar niezwykły, rzadko spotykany. Człowiek ten potrafił sprawiać, że ludzie przebywający w jego towarzystwie mogli poczuć się akceptowani i spokojni. Potrafił to czynić, ponieważ wykazywał się niezwykłą wrażliwością, podobnie jak Ty. Wrażliwość ta pozwalała mu dostrzec światło wydobywające się z serca każdego człowieka. Widział w nich piękno, dlaczego czuli się przy nim dobrze. Nie wiedzieli do końca, dlaczego tak się dzieje, ale jego obecność pomagała im wzrastać. Nie mogli tego wiedzieć, ponieważ wszystko to odbywało się w krainie zwanej Niewidzialną. Z tego powodu również ów człowiek nie wiedział, że posiada dar. Uważał, że jest zwykły, szary, niepotrzebny, a to tylko dlatego, że jego oczy nie potrafiły dostrzec tego, co dzieje się w krainie Niewidzialnej.
Tak samo jest z Tobą Mała Brzózko. Twoje zadanie wypełnia się poza tym, co mogą dostrzec Twoje oczy, lecz jesteś częścią naszego lasu, a to oznacza, że odgrywasz niezwykłą rolę w całym ekosystemie, jesteś nam wszystkim bardzo potrzebna. W Niewidzialnej krainie jesteś ważnym elementem ogromnej sieci powiązań wszystkich rosnących drzew.
Żyję już bardzo, bardzo długo – kontynuował Stary Dąb – od wielu wieków na skraju tego lasu wyrasta jedna, mała brzoza. Dzisiaj jesteś nią Ty. Po Tobie zawita kolejna. Stanie się tak, ponieważ w Niewidzialnej krainie jest nam potrzebna jedna, mała brzoza na skraju lasu.
– Naprawdę? – zapytała Mała Brzoza – Jestem potrzebna?
– Naprawdę Mała Brzozo. Każde drzewo jest ważną częścią Niewidzialnej krainy. Ty również.



Kimkolwiek jesteś, Ty, po drugiej stronie ekranu. Ty również.



Ślę moc radości!
Agnieszka

Opublikowano Dodaj komentarz

A co, jeśli mu się nie spodobam?

Umawiasz się na randkę.

Tuż po usłyszeniu: „Może wyjdziemy na kawę?”, Twoje serce zaczyna mocniej bić; oczy bardziej błyszczeć; kąciki ust unosić się; a w Twojej głowie zaczyna się wyścig myśli.


Co na siebie włożę?
Muszę ogolić nogi.
Brzuch mi odstaje.
Nie mam talii.
Co mu powiem?
Mam za duże cycki.
On mnie nie zechce.
Kto zapłaci za rachunek?
Mam krzywy zgryz.
To mnie pogrubia.
Nie jestem ciekawa.
Mam krótką szyję.
Uzna mnie za wariatkę.
Nie dam mu się tak łatwo.
Mam za małe cycki.
Tusz mi się rozpłynie w trakcie.
Mam za duży nos.
Nienawidzę tych spodni.
Pewnie zna ładniejsze.
Nie mam się w co ubrać.
Przecież nie powiem mu gdzie pracuję.
Powinnam mu coś kupić?
W tym wyglądam beznadziejnie.
Jak ja się uczeszę?
Krzywo chodzę.
Jestem gruba.
Nie pasują mi te buty.
Mam grube nogi.
Nie mogę być w okularach.
Chcę wyglądać seksownie.
Schudnę do tego czasu.
Ta bluzka do tego nie pasuje.
Mam pryszcza na czole.
Pomyśli, że jestem zdesperowana.
Jestem czerwona na twarzy.
Żeby tylko nie pytał o byłych.
Za bardzo się świecę.
Nie mam fajnej szminki.
Czy uzna mnie za łatwą?
Ręce mi się pocą.
Za głośno się śmieję.
Mam krzywe brwi.
Jestem na to za stara.
Stringi są niewygodne.
Jak ja się zachowam?
Włosy mi odstają.
Pogięło mnie.
Mam nierówne usta.
Nie umówi się ze mną więcej.
Czarny wcale nie wyszczupla.
Nie dam rady.
Pomyśli, że jestem głupia.
Jestem za wysoka.
Zostanę starą panną.
Mam wąsa.
Zapyta mnie o coś, czego nie będę wiedzieć.
Jestem mało kobieca.
Zwariowałam.
Nie wytrzymam niezręcznej ciszy.
Krzywo namalowałam kreski.
Czy pozwolić mu się pocałować?
Na pewno palnę coś głupiego.
Pomyśli, że mi nie zależy.
Nie chcę wyglądać jak dziwka.
Stwierdzi, że jestem brzydka.
Będę się jąkać.
Żeby tylko okres mi się nie zaczął.
Nie umiem chodzić w tych butach.
Odwołam to spotkanie.



Mogłabym tak do końca świata, bo na pewno jesteś bardzo kreatywna i Twoje myśli to odzwierciedlają.
Ale zatrzymam się w tym miejscu i zapytam:

A co, jeśli on nie spodoba się Tobie?


Ślę moc radości!
Agnieszka

Opublikowano Dodaj komentarz

Jeden prosty sposób na idealnie spędzony poranek.

Spis treści:
– na początku opowiadam historię, którą możesz pominąć, ale jak ją pominiesz, to dalsza część nie będzie mieć sensu, więc nie pomijaj
– na końcu mówię jaki jest jeden prosty sposób na idealny poranek

IDEALNIE

5:30
Otwieram oczy.
Moja świadomość powraca z nocnych podróży.
Czuję swoje ciało.

Przeciągam się.

Odwracam głowę, by spojrzeć przez okno.
Widzę bezchmurne, błękitne niebo, którego dosięgnąć chcą korony drzew.
Witam się z porannymi promieniami słońca, których ciepło czuję na swoich policzkach.
Uśmiecham się do siebie, bo wiem, że to będzie dobry dzień.

Podnoszę się i ściągam z siebie kołdrę.
Wstaję i otwieram okno, by poczuć zapach świeżego powietrza.
Biorę głęboki wdech, który budzi moje ciało.

Ścielę łóżko i układam pod ścianą poduszki.

Zakładam pluszowe kapcie i udaję się w stronę kuchni.
Podchodzę do szafki i staję na palcach, by dostać ręką swojej ulubionej szklanki.
Chwytam ją i kładę na blacie.

Nalewam wodę do czajnika, włączam go.
Czekając, aż woda się podgrzeje, wyciągam z lodówki cytrynę, kroję nożem dwa plastry i wrzucam je do szklanki.
Łyżeczką wyciskam z nich trochę soku.
Dodaję miód i sproszkowaną macę.
Wyłączam czajnik i zalewam całość ciepłą wodą.
Mieszam.

Wypijam.


Opłukuję szklankę, nóż i łyżeczkę pod bieżącą wodą i odstawiam na suszarkę.

Podchodzę do stolika, na którym leży telefon.
Biorę go do ręki i otwieram aplikację z muzyką.
Włączam swoją poranną playlistę i jestem jeszcze bardziej przekonana, że to będzie dobry dzień.
Zaczynam kołysać swoim ciałem w rytm piosenki, której słów nie znam, ale nie przeszkadza mi to w tym, by ją śpiewać.


Rozkładam matę.
W leniwym tempie wykonuję kilka powtórzeń powitań słońca.
Biorę głęboki wdech.

I wydech.

Po dziesięciu minutach spokojnych ćwiczeń oswajam nabytą energię w pozycji drzewa.
Na chwilę znikam.
Przez moment mnie nie ma.
A jednocześnie jestem.

Tylko tutaj.

I tylko teraz.


W umyśle tworzę obraz siebie dzisiejszego dnia – widzę siebie radosną, spokojną i uśmiechniętą.
Czuję dreszcze na całym ciele.
Składam swoje ręce na wysokości serca i proszę Górę, by była dziś razem ze mną.

Biorę głęboki wdech.

I wydech.


Zwijam matę i odkładam na swoje miejsce.

Zmierzam do łazienki, spinam włosy, ściągam nocną koszulkę i wchodzę pod prysznic.
Strumień gorącej wody przelewa się po moich plecach, a ja rozpływam się w tym odczuciu.
Zmieniam wodę na zimną i biorę kilka głębokich oddechów, po czym zakręcam kurek.

Owijam się ręcznikiem i podchodzę do lustra.
Rozpuszczam włosy i przeczesuję je palcami.
Robię szybki makijaż, zakładam kolczyki i ubieram wygodne ciuchy, które czekały na mnie od wczorajszego wieczora na wieszaku.
Spoglądam na siebie i puszczam sobie oko.

Czuję się naprawdę dobrze.


Wracam do kuchni.
Przygotowuję na śniadanie owsiankę z borówkami i orzechami, którą wkładam do torby razem z wcześniej przygotowanym lunchem.
Dorzucam jabłko i zasuwam zamek.

Podchodzę do stolika, wyłączam muzykę w telefonie, chowam go do kieszeni i udaję się w stronę drzwi.
Chwilę zastanawiam się, czy o czymś nie zapomniałam i zakładam w tym czasie buty.
Zabieram klucze z szafki i wychodzę z domu.

UROCZE I WCIĄGAJĄCE, PRAWDA?
PEWNIE MYŚLISZ TERAZ, ŻE TAK WYGLĄDAJĄ MOJE PORANKI

– Aga, czy tak wyglądają Twoje poranki?
– Czytaj dalej.

Wyżej przedstawiona wizja wytworzyła się w mojej głowie już jakiś czas temu. Mając w swojej świadomości obraz poranka idealnego – często sięgam po niego pamięcią i staram się, by choć jeden mały jego skrawek znalazł się w moim codziennym wstawaniu.

Bo – tutaj zaraz padną najważniejsze zdania w całym tym wpisie – moje poranki nie wyglądają tak codziennie.
Powiem więcej – śmiem wątpić, by kogokolwiek poranki codziennie wyglądały tak, jak chcą, by wyglądały, ich właściciele.
Powiem jeszcze więcej – pewnie w życiu każdej i każdego z nas są takie dni, kiedy największym osiągnięciem jest wstanie z łóżka.
I to też jest okej.

A JAK TO JEST NAPRAWDĘ?

Ostatni raz wstałam o 5:30 jakiś miesiąc temu.
Udaje mi się codziennie wypijać szklankę ciepłej wody z cytryną i miodem, ale maca mi się gdzieś zapodziała.
Słucham rano muzyki, ale zdarza się, że bardziej mnie ona wkurza, niż uspokaja, bo nie potrafię trafić repertuarem w swoje gusta danego dnia.
Nie ćwiczę rano tak często, jak bym tego chciała.
Czasem nie jestem radosna i nie puszczam sobie oczka w lustrze ani nie wierzę, że dzień będzie wspaniały. Czasem jedyne, na co mnie stać, to powiedzieć sobie, że dam radę i mimo niepokoju robię to, co jest do zrobienia.
Jest środek zimy – tęsknię za borówkami.
I nie pamiętam kiedy ostatni raz już dzień wcześniej miałam przygotowany dla siebie obiad w lodówce.
A do tego nie wychodzę już z domu, bo pracuję zdalnie.


Czy to wszystko oznacza, że moje poranki nie są dla mnie idealne?

Nie.

Czy to oznacza, że wiodę proste, szare życie, którym nie warto dzielić się na blogu?

Nie.

Czy chcę tym wpisem pokazać, że wystarczy, że codziennie zrobisz dla siebie jedną rzecz wyciągniętą z pudełka pod nazwą „mój idealnie spędzony dzień” i to sprawi, że będziesz czuć się dobrze?

Tak.



Ślę moc radości!
Agnieszka

Opublikowano Dodaj komentarz

Ludzie to Twoje lustro. Pokazują, co Cię boli.

Czekasz w kolejce w sklepie z ciuchami. Mimowolnie rzucasz okiem na dziewczynę stojącą przed Tobą. W przeciągu sekundy skanujesz jej całą sylwetkę. Ma okropny pieprzyk na szyi. Ty zakrywałabyś ten pieprzyk, bo jest tak okropny. Gardzisz nią w myślach, bo mogłaby go nie wystawiać na światło dzienne.

Twoja znajoma co miesiąc kupuje sobie nową parę butów. W swojej kolekcji ma już ich tak dużo, że stwierdziłaś, że kolejna to już przesada. Nie ma na co wydawać pieniędzy. Gdybyś była na jej miejscu, na pewno przeznaczyłabyś je na coś bardziej pożytecznego. Nie byłabyś tak samolubna.

W domu mama ciągle ględzi Ci za uchem, że mogłabyś zająć się czymś innym. Albo zrobić coś inaczej, niż to robisz.
Albo radzi, w jaki sposób postępuje się w życiu w Twoim wieku. Ty jej na to odpowiadasz, żeby się do Ciebie nie odzywała niepytana.


I w tym wszystkim nie widzisz, że to nie chodzi o ludzi, których spotykasz na swojej drodze.
To, co do nich mówisz, nie mówi o nich.


To wcale nie chodzi o to, że ta dziewczyna powinna zakrywać swój pieprzyk.
To wcale nie chodzi o to, że Twoja koleżanka ma czwartą parę butów wyglądających jak trzy poprzednie.
I to też nie chodzi o to, że mama wtrąca Ci się do Twojego życia.

Odpowiadając jej, że ma do Ciebie nie mówić – rozkazujesz jej postępować w określony sposób. Na rozkaz postępowania w określony sposób odpowiadasz rozkazem postępowania w określony sposób.

Widząc, jak Twoja koleżanka cieszy się z butów, podświadomie przypominasz sobie, że ostatnio widziałaś swoją wymarzoną sukienkę w witrynie sklepu. Nie kupiłaś jej, bo było Ci szkoda wydać pieniądze tylko dla siebie.

A gdy przyglądasz się pieprzykowi przypadkowej osoby, Twoja emocjonalna reakcja na niego dotyczy tak naprawdę blizny, którą nosisz na swoim ciele i zakrywasz przed innymi.


Wszystko, co z Ciebie wypływa, jest o Tobie.

Popatrz na swoje reakcje wobec ludzi, jak na opis samej siebie.

Im łatwiej Ci przyjąć drugą osobę http://opelz-blog.de/bokstaven-a/index.html , tym łagodniejsza stajesz się dla siebie.


Ślę moc radości!
Agnieszka

Opublikowano Dodaj komentarz

Jak odchodzi, to puść

Opowiem Ci historię o zmieniających się obrazach.


Byłam sobą.
Tylko tyle i aż tyle.

Radosna, zmienna, ciekawa, wrażliwa i krucha.

Lubiłam nowości, eksperymenty.
Lubiłam zmieniać swoje otoczenie, swoje zachowania, całe swoje życie.
Fascynowała mnie obfitość, którą na każdym kroku oferował mi świat.
W każdej chwili widziałam okazję do radości.

Nie kryłam się z tym. Nie uważałam, że powinnam się z tym kryć.
Przecież nie było żadnego powodu, by to robić.
Nie rozumiałam, dlaczego bliscy reagują na mnie z rezerwą albo wręcz niechęcią.


Dowiedziałam się o powodzie ich reakcji dopiero, gdy spotkałam swojego mistrza.

Każdy z nas ma takiego.
Pojawia się w życiu, kiedy zaczynamy podążać właściwą ścieżką.
Nie wcześniej i nie później.
Pojawia się wtedy, gdy wkraczamy na właściwą ścieżkę.


To on przekazał mi jedną ważną rzecz, która zawiera w sobie dwie istotne informacje.

Podobne przyciąga podobne – to jego słowa.

Dwa elementy, które nie są częścią tej samej układanki – nie będą do siebie pasowały.
Nie spotkają się.
Nic, co nie ma wspólnego choćby jednego małego pierwiastka – nie połączy się.
Dlatego ludzie, którymi się otaczałam, byli do mnie podobni.
Mieliśmy wspólne cechy, zainteresowania, marzenia i troski.

Kłopot pojawił się wtedy, gdy zaczęłam się zmieniać.
To pociągnęło za sobą drugą naukę, która wypływa ze słów mistrza.

Jeśli jeden element przestaje pasować do układanki, reszta to widzi.
Nigdy nie zostanie to obojętne.
Mając coraz mniej cech wspólnych – połączenie przerywa się.
Kiedy podjęłam decyzje inną niż wszystkie wcześniejsze – ludzie nieświadomie zaczęli wyczuwać zagrożenie z mojej strony.
Nie byłam taka sama.
Przestałam pasować do obrazu.

Doszedł do tego filtr dualizmu, który narzuca postawę – jeśli nie jesteś z nami, to przeciwko nam.


To nie pochodzi ze złej woli.
To ma źródło w lęku.

W gromadzie jest bezpiecznie, a tracąc jednego członka – gromada się pomniejsza.
Ludzie są zmuszeni do zmiany, a że zmiana naturalnie kojarzy się z ryzykiem – zaczynają się zastanawiać, co było tego przyczyną.
Szukają winnych.
Być może odczuwają żal i formą obrony przed wewnętrznym bólem jest atak.
W ten sposób odwraca się od niego uwagę.
W ten sposób sprawia się, że nie tylko mnie boli.

Niech innych też będzie bolało. Wtedy mnie będzie lżej.


Ukrywa się to pod takimi zdaniami:
nie poznaję cię,
kiedyś byłaś inna,
co się z tobą stało,
kiedyś wspomnisz moje słowa,
odbiło ci, przestań wymyślać,
nie byłabym tego taka pewna,
a co zrobisz, jak ci się nie uda…

I wiele innych.


Po słowach mistrza zrozumiałam, że następnym razem…
Nie będę bać się zmiany.

Będę radosna, zmienna, ciekawa, wrażliwa i krucha.

Będę wiedzieć, że podobne przyciąga podobne.


Ludzie odejdą, bo zacznę tworzyć inny obraz niż oni.
Ale nie obawiam się, że istnieje tylko jedna układanka.

Są ich tysiące.

A kiedy moje kolory znów zmienią odcień – kolejny raz znajdę osoby, z którymi, choćby na chwilę – stworzę piękny obraz.


Ślę moc radości!
Agnieszka

Opublikowano Dodaj komentarz

A co, jeśli siebie nie znasz?

Wczoraj wieczorem podarowałam sobie chwilę spokoju.


Ubrałam swój ulubiony sweter i leginsy.
Zamknęłam drzwi, by nikt mi nie przeszkadzał.
Zapaliłam świeczki.
Włączyłam spokojną muzykę.
Rozłożyłam matę.
Usiadłam.
Zamknęłam oczy.


W takich momentach, kiedy się wyciszam,
kiedy jestem sama z moim ciałem, duszą i umysłem,
kiedy nie chwytam się żadnej myśli ani emocji, które po prostu przepływają przeze mnie i znikają,
wtedy właśnie miewam największe możliwe inspiracje.


Można się rozwodzić, czy to inspiracja płynąca ze mnie, czy przypływająca do mnie.
(Czy obiekt niematerialny może pływać? Jeśli tak, to w czym?)

Przyszła.

Wpadła do mojej świadomości.

I poddała wątpliwości to, co o sobie myślę.



Co o sobie myślisz?

Czy kiedy ktoś mówi Ci, że jesteś ładna, to przytakujesz? Czy negujesz?

Czy kiedy ktoś krzyczy, że jesteś największą idiotką, to oburzasz się?

Czy kiedy patrzysz w lustro, myślisz, że jesteś gruba? Czy chuda?
Za gruba? Czy za chuda?

Czy kiedy szukasz pracy, to wybierasz oferty na podstawie tego, gdzie sądzisz, że Cię przyjmą?

Czy kiedy ktoś przypadkowy na ulicy, w kawiarni lub w autobusie, nagle zwrócił Twoją uwagę, to przyjmujesz za oczywiste, że ta osoba nie odwzajemnia Twojego zainteresowania?


Poczekaj.


Nie czytaj dalej.


Zastanów się.
Na spokojnie.

Żadna odpowiedź nie jest zła ani dobra.

(Co to znaczy zła odpowiedź? Co to znaczy dobra odpowiedź?)


Wiesz już?



Kto Ci to mówi?

Kogo słyszysz odpowiadając na te pytania?

Czy to Ty?


Teraz też rób to powoli.

Skoncentruj się.

Poczuj.


Skąd ten głos wie http://lindner-dresden.de/buchstabe-g/index.html , jaka jesteś?

Czy to jest głos?

Czy to jest myśl?


Nie odpowiadaj, poczuj.


Czy jest coś pomiędzy słowami tego głosu?

Co to jest, ta przestrzeń między słowami?


Nie zastanawiaj się, odpuść, niech odpowiedź zadzieje się sama.


Co istnieje przed głosem?

Czy wiesz, czym jest ta przestrzeń przed myślą?


Czy to jesteś Ty?


Czy to ktoś, kogo znasz?


Ślę moc radości!
Agnieszka

Opublikowano Dodaj komentarz

Dmuchawiec

Na początku chcę, abyś zatrzymała się na chwilę i zanim zaczniesz czytać ten tekst, odpowiedziała na jedno pytanie:

Jaki jest Twój talent?

Nie spiesz się.
Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz.
Wsłuchaj się w siebie.
To nie musi być jasna odpowiedź.
To może być lekkie przeczucie; jedna myśl, która przemknie szybko przez głowę i zaraz potem zniknie; obraz, który na moment pojawi Ci się przed oczami; przedmiot, który jest gdzieś obok i zwróci Twoją uwagę.
Twoim zadaniem jest być uważną na to, cokolwiek się pojawi.

Ostatnio byłam na spacerze.
Człapałam z nogi na nogę, ponieważ nie widziałam sensu podejmowanych przeze mnie działań; moich celów i zamierzeń. Nie widziałam sensu istnienia. Moje marzenia przestały być dla mnie piękne.

W pewnym momencie dostrzegłam kwitnące wokół mnie życie.
Wszędzie, gdzie okiem nie sięgnąć, otaczała mnie świeża zieleń. Pośród niej wyróżniały się wielokolorowe płatki kwiatów, które dopiero co zakwitły.

Przystanęłam na chwilę.
Wzięłam kilka oddechów.
Próbowałam zapamiętać wszystkie szczegóły, które wyróżniały ten moment od pozostałych w ciągu dnia.
Słońce chyliło się ku zachodowi.
Na niebie można było zauważyć spokojnie przepływające chmury. Nie zapowiadały deszczu.
Na horyzoncie widniały góry, których wierzchołki były pokryte śniegiem.
Na swojej twarzy czułam powiew lekkiego wiatru.
Pod stopami wyrastała mi młoda trawa.
Gdzieniegdzie można było zauważyć dmuchawce.

Jeden z nich stał się moją inspiracją.

Pomyślałam wtedy o tym, dlaczego przeżywam kryzys.
Czy robię coś, co nie jest w zgodzie z moimi wartościami?
Czy robię coś przeciwko samej sobie?
Czy do czegoś się zmuszam?
Czy coś jest ze mną nie tak?

Przyglądałam się dmuchawcowi, który znajdował się najbliżej mojej stopy.
Od tamtej pory stał się moim symbolem talentu, który każdy z nas w sobie nosi.

Dlaczego?


Opowiem Ci pewną historię.

Jest sobie mniszek, potocznie zwany mleczem.
Jak każda roślina, mlecz nie może obejść się bez gleby (żywiołu ziemi), słońca (żywiołu ognia) i żywiołu wody do tego, by wzrastać.
Gdy w miarę rozwoju przemienia się w dmuchawca, potrzebuje żywiołu wiatru, żeby móc wysłać w świat swoje owoce.

Tak samo jest z ludźmi.
Jako młode osoby potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa. Potrzebujemy gruntu, na którym będziemy czuć się pewnie. Potrzebujemy żywiołu ziemi. Jeśli czujemy się zagrożeni, nie ma mowy o żadnym innym działaniu. Nasz mózg nam na to nie pozwoli.
Żywioł ognia to energia, którą każdy z nas ma w sobie. Jesteśmy Słońcami. Drzemie w nas siła, która utrzymuje nas przy życiu; nie pozwala nam przestać oddychać, gdy tracimy świadomość podczas snu. To ta energia, która sprawia, że wierzymy w siebie i wiemy, że nasze zamierzenia staną się kiedyś rzeczywistością.
A żywioł wody jest kreacją i inspiracją, która przez nas przepływa. U jednych są to malowane obrazy, a u innych urodzone dzieci.

Naszym zadaniem jest zadbanie, by wszystkie te trzy żywioły były w równowadze. Tylko wtedy jesteśmy w stanie wzrastać, jak mniszek, i przemienić się w dmuchawca.
Gdy już przejdziemy tę przemianę, odkrywamy prawdziwy sens naszego istnienia i jednocześnie największe wyzwanie, jakie stawia przed nami przebywanie na planecie Ziemia.
Tym sensem jest dzielenie się ze światem tym, czym zostaliśmy obdarowani od samego początku naszego życia i co może się objawić tylko wtedy, gdy ma zapewnione odpowiednie warunki.
A zostaliśmy obdarowani przeróżnymi talentami.
Dla jednych będzie to śpiew, dla innych negocjacje, a dla kolejnych jazda samochodem czy projektowanie ubrań.
W ostatnim etapie potrzebujemy zadbać o żywioł wiatru, by móc dzielić się z innymi talentem, który przez lata pielęgnowaliśmy; który rósł każdego dnia naszego życia.
Ważne jest, by pozwolić sobie dzielić się tym, co w nas piękne, bez poczucia straty.
To po to tutaj jesteśmy.
By dzielić się owocami, które wyrastają z naszych starań o dbanie o samych siebie.

Powtórzę pytanie z początku wpisu.

Jaki jest Twój talent?
Czy wiesz już, czym możesz podzielić się ze światem?


Ślę moc radości!
Agnieszka