Opublikowano Dodaj komentarz

Jak działa tarot? Czy tarot zna przyszłość? I po co tak właściwie ludzie czytają karty?

Wyszłam naprzeciw ludzkim oczekiwaniom i nagrałam film o tym, czym jest tarot, jak działa i czy zna dzieje tego świata.
Jest podzielony na dwie części – dla czytających i nieczytających, dlatego mam nadzieję, że całość naszej populacji znajdzie w nim informacje dla siebie.
Jest też o alertach RCB i jedzeniu na śniadanie jajecznicy.



Daj znać w komentarzu czy czytasz, czy nie czytasz 🙂

Opublikowano Dodaj komentarz

JAK TWORZYŁAM PODKAST? Dla tych, którzy chcą wiedzieć, jak to wygląda od kuchni

Dziś piszę tekst głównie dla siebie, ale publikuję go, ponieważ może kiedyś znajdzie się gdzieś taka istota, która również na nim skorzysta. Będzie o tworzeniu podkastu, za co zabrałam się w grudniu tamtego roku, czyli cały projekt trwał 7-8 miesięcy.

Czytania będzie sporo, bo opowiem o WSZYSTKIM (może nie o wszystkim, bo jeśli miałabym pisać o tym, że miałam dylemat jaki kolor grafiki dopasować do danej karty, to byśmy oboje tego nie przeżyli – ja pisząc, a Ty czytając).


CO TO BYŁO?


Podkast nazwałam Po drugiej stronie pomarańczy i opowiedziałam w nim o symbolach na kartach Wielkich Arkan w tarocie.

Skąd przyszła mi do głowy ta nazwa?

Pewnego grudniowego wieczoru zobaczyłam na blacie w kuchni pomarańczę (pewnie spodziewaliście się bardziej magicznej historii). To był czas, kiedy zorientowałam się, że lubię kontrast koloru pomarańczowego zestawionego z odcieniem czerni, więc zrobiłam owej pomarańczy zdjęcie. Później bawiłam się jego obróbką i w trakcie całego procesu przyszła mi do głowy nazwa Po drugiej stronie pomarańczy (światło padało w ten sposób na owoc, że odbijał się on na blacie). Zaczęłam tę nazwę umieszczać na fotografii i po uznaniu, że wygląda spoko, zamknęłam program, wyłączyłam komputer i poszłam spać.

Skąd pomysł na serię?

Praktycznie cały grudzień tworzyłam mapy myśli odnośnie każdego wielkiego arkanu w tarocie, ponieważ chciałam stworzyć w internecie serię nauki symboli na tych kartach. Nie wiedziałam, jaką formę przybierze ten pomysł, ale gromadziłam informacje. W ten sposób stworzyłam 22 mapy myśli, które zawierały opis każdego symbolu na ilustracji (korzystałam ze słownika symboli), numeru karty (wiedza zaczerpnięta z numerologii), nazwy karty (definicje ze słownika języka polskiego) oraz porównywałam każdy arkan do innych i zapisywałam wnioski.

Screen z takiej mapy:

Co powstało z połączenia obu powyżej?

Po rozpisaniu takich map stwierdziłam, że najlepszym sposobem na przekazanie mojej wiedzy jest format mówiony i wpadłam na pomysł podkastu. Szybko zorientowałam się, że nazwę i okładkę do swoich odcinków już mam. Nie miałam jednak żadnych kompetencji co do nagrywania i publikowania w ten sposób swoich treści.


PO CO TO BYŁO?


Cel tego projektu.
Wychodzę z założenia, że miał on służyć zarówno mnie jak i ludziom, ale każdemu z nas w inny sposób.

Ludziom, czyli Wam, czyli wszystkim tym, którzy interesują się kartami, chciałam przekazać spojrzenie na symbole w sposób łatwy, czasami zabawny i przede wszystkim praktyczny oraz otwierający na własne skojarzenia.
Ja z kolei chciałam się nauczyć nowego formatu i rozwinąć swoje umiejętności działania w internecie.

Udało się.
Zarówno spotkałam się z pozytywnymi komentarzami na temat sposobu przedstawienia tematu kart jak i sama po drodze nauczyłam się ogromu nowych rzeczy. Od jako takiej obróbki dźwiękowej typu usuwanie szumu z nagrania po ukończenie kursów graficznych, dzięki którym mogłam odnaleźć swój styl tworzenia postów na Instagramie.


JAK WYGLĄDAŁA MOJA PRACA?


Całość mojej pracy skróciłam w formie rolki na Instagramie (która była moim projektem końcowym na kursie graficznym). Oto czym się zajmowałam:
– wcześniej wspomniane tworzenie map myśli (w tym research o kartach)
– pisanie scenariuszy na ich podstawie
– nagrywanie i obróbka dźwiękowa
– tworzenie opisów i grafik do każdego odcinka
– publikacja treści na blogu, Instagramie, Spotify oraz Youtube
– projektowanie tablic znaczeń, które były uzupełnieniem wiedzy z podkastu

Zakładałam, że będę wypuszczać jeden odcinek tygodniowo (raj dla perfekcjonistów), natomiast skończyło się na tym, że zdarzyło się wypuścić dwa w tygodniu w ramach nadrobienia zaległości, a pod koniec serii nagrałam dwa razy w miesiącu zamiast czterech, przez co nie zmieściłam się w planowanym czasie realizacji. Czy przyczyniło się to w jakiś sposób do jakiegokolwiek pogorszenia sprawy? Nie. W zamian za to przyczyniło się do przekonania mnie, że odcinek jest fajniejszy, jeśli nagrywam go zdrowa, wesoła, pełna zapału i energii. Seria miała zamknąć się pod koniec czerwca, a skończyłam w pierwszych dniach lipca. Wszyscy żyją.


CZEGO NAUCZYŁAM SIĘ PO DRODZE?


Technicznie:

Jak nagrać swój głos?
Warto wspomnieć, że o dźwięku nie wiedziałam nic oprócz tego, że chcę, by mnie słyszano. Uczyłam się programu do obróbki dźwięku od podstaw i choć używam tak naprawdę tylko trzech narzędzi z całej palety jego możliwości, to jestem dumna, że potrafię to robić.

Platforma do publikacji podkastu?
Chcąc nagrywać podkast musiałam nauczyć się, jak można go publikować. O ile wgrywanie filmów na Yt nie było zbyt skomplikowane, tak ze Spotifajami było nieco trudniej.

Grafiki do odcinków?
Nasz świat oparty jest na komunikacji obrazami. Nie muszę mówić, że przekazy pozawerbalne są w odbiorze przeważające aniżeli te werbalne. Obraz mówi więcej i szybciej niż słowo. Na tym zresztą opiera się język tarota i dlatego właśnie nim zdecydowałam się zajmować w swoim życiu. Odkąd pamiętam, kochałam sztukę wizualną.
Podczas publikowania postów na Instagramie, że wrzuciłam nowy odcinek do cyberprzestrzeni, męczyłam się niesamowicie faktem, że nie mam wyrobionego stylu tworzenia grafik. Można to zresztą zobaczyć scrollując mój feed, bo jest tam kolorowo jak na odpuście. Każda nowa grafika była krokiem w stronę wyrobienia swojego stylu, który w tym momencie mogę powiedzieć, że określiłam i od tej pory można spodziewać się konkretnych barw, kształtów i kompozycji na moim profilu. Denerwowało mnie to arcymegabardzo, dlatego zdecydowałam się kupić kilka kursów graficznych i cieszę się z tego, bo widzę dzięki nim swój progres.

Życiowo:

Najwięcej dzieje się przed
Nagrywanie, publikowanie, pisanie etc to naprawdę najmniejsza część pracy twórczej. To, co musi zadziać się w głowie dużo wcześniej i to, jaką wizję trzeba mieć przed oczami jest dużo bardziej angażujące, wyczerpujące, wymagające dużo więcej czasu i cierpliwości.

Najtrudniej jest zacząć
Podczas nagrywania pierwszego odcinka byłam mega sztywna i przeżywałam go przez kolejne dwa dni nie wiedząc co się ze mną dzieje, a ostatni nagrywałam w przerwie pomiędzy obiadem a praniem. Rada dla mnie w przyszłości: WSZYSTKO na początku jest trudne. Ale to NIE jest trudne.

Najlepiej zaufać kreatywności
Zdarzały się momenty, kiedy chciałam robić coś na siłę lub dlatego, że tak powinno się robić. Dupa z tego. Za cokolwiek się nie wezmę – nie jest to dobre, jeśli sama tego nie czuję i jeśli mnie pierwszej nie sprawia to radości i nie wypływa z poziomu mojej potrzeby ekspresji. Doszło do tego, że w podkaście śpiewałam. Czasem się wygłupiałam, a czasem mówiłam całkiem serio. Czasami podchodziłam do odcinka bardzo rzeczowo, a czasami odcinek opierał się na jakiejś historii a nie opisie karty. Patrząc wstecz (na serię samouczka Wielkich Arkan na blogu i serię podkastu) stwierdzam, że moje życie przejawiało w sobie zdarzenia z arkanu, który w danej chwili opisywałam. To było super wzbogacające i nie wiem na czym to polega, ale jestem ciekawa, co będzie się działo, kiedy wezmę się za Arkana Małe.


CO BYŁO WAŻNE?


Progres, nie perfekcja.

Moja frajda podczas tworzenia.

Inwestowanie w swoje umiejętności.

Opublikowano Dodaj komentarz

Metoda, która ZAWSZE działa

Przed Tobą ósmy tekst z serii „Naucz się marzyć”.

Jeśli nie wiesz o co chodzi, to zapraszam Cię na mojego Instagrama lub Facebooka – tam wrzuciłam filmik na temat całego przedsięwzięcia, a tutaj znajduje się link do poprzedniego wpisu.

Uczymy się marzyć, żeby nie siedzieć z rozłożonymi rękami i nie czekać na cud, jak ja na zdjęciu powyżej.

Zakładam, że bawisz się doskonale i Mapa zdobi wnętrze Twojego pokoju i już niedługo spełni się któreś z zawartych w niej marzeń.

Dzisiaj poklikam o sprzątaniu, piciu wody i rolnictwie. A wszystko to w kontekście metody Slight edge, która idealnie nadaje się do spełniania marzeń z kategorii tych dużych.


ROMANTYCZNA OPOWIEŚĆ

Przyszedł ten dzień. Od samego rana wiedziałam, że spotka mnie coś niezwykłego. Wstając z łóżka czułam się lekko i przyjemnie.
Poranek minął mi wyśmienicie. Towarzyszący mi pies wyglądał na szczęśliwszego niż zwykle.
Wtem wydarzyło się TO.
Przyszła.
Długo na nią czekałam.
Zawitała do mnie.
Poczułam jej obecność.
Od tak dawna wierzyłam, że kiedyś się pojawi.

Motywacja.

Zaczęłam sprzątać jak szalona. Nie poznawałam samej siebie. W moich rękach nagle pojawił się płyn do mycia wszystkiego i wszystko nim szorowałam. Stosy brudnych naczyń znalazły się w zmywarce. Resztki jedzenia w zlewie nie były mi straszne. Krzesło z ubraniami przestało imitować szafę. Okazało się, że moje meble mają jaśniejszy kolor, a parapety były matowe ze względu na kurz, a nie odcień drewna. Przewietrzyłam wszystkie pomieszczenia. Wyrzuciłam wszystkie ciuchy po kuzynkach, siostrach i przyjaciółkach. Powiesiłam nowe firanki, a przez umyte okna wpadały promienie słońca, przy których posprzątane mieszkanie wyglądało jeszcze piękniej. Nie odczuwałam głodu. Cały świat sprzyjał mi, bym uporała się z brudem, który zgromadził się w moim domu. Pies merdał ogonem za każdym razem, gdy udało mi się ukończyć jakieś zadanie. Pod koniec dnia odczuwałam nieziemską satysfakcję. Udało się. Nareszcie się udało.

LUBIMY ROMANTYCZNE OPOWIEŚCI

Czy czułaś ten entuzjazm bohaterki, do której po długim czasie nieobecności przybyła motywacja do sprzątania?
Czy w Twojej głowie także maluje się obraz takiego dnia, w którym działanie będzie łatwiejsze?
Baba wpadła w szał i w jeden dzień uporała się ze sprzątaniem całego mieszkania.
Brzmi epicko i można by zacząć bić brawa, gdyby nie fakt, że jest to nierealne.
(Okej, może realne w pewnych przypadkach – można dyskutować jaki miała metraż, jak długo nie sprzątała i jak dokładnie wszystko posprzątała, ale na potrzeby wpisu przyjmij, że jest to nierealne – dziękuję!)

ALE ROMANTYCZNE OPOWIEŚCI SĄ ROMANTYCZNE, A NIE REALNE

Czekanie na motywację do robienia czegokolwiek jest dość odjechanym pomysłem. Jest bardzo seksi, bo przykładowe posprzątanie całego mieszkania w jeden dzień łechta nasze ego i brzmi lepiej, niż zmywanie po sobie po każdym posiłku.
Ale to zmywanie po sobie po każdym posiłku daje nam w efekcie czysty dom. Po jednorazowej akcji jest tylko posprzątany.

Czujesz różnicę?


METODA, KTÓRA ZAWSZE DZIAŁA

Slight edge – kojarzysz pojęcie? Jeśli nie, to wiedz, że jest to metoda działania opisana przez Jeffa Olsona w książce o tytule – nie zgadniesz jakim – Slight edge.

Slight edge opiera się na regularności i cierpliwości.
Nie na wysiłku.
Nie na ciężkiej pracy.

Romantycznie byłoby powiedzieć, że ktoś spełnił swoje marzenie, bo mu się udało (nadal siedzimy w temacie marzeń).
Natomiast dużo częściej jest tak, że ktoś spełnia swoje marzenie, bo liczy się z tym, że to wymaga czasu (jeśli mówimy o marzeniach dużych).

Slight edge opiera się na czynnościach, które są proste do wykonania.
Nie na wysiłku.
Nie na ciężkiej pracy.

Romantycznie jest myśleć, że żeby spełniać swoje marzenia, to trzeba się zajeżdżać.
Natomiast dużo częściej jest tak, że ktoś spełnia swoje marzenia, bo w odpowiednio długim czasie wykonywał proste czynności przybliżające go do tego marzenia.

Przygotowałam przykład obrazujący tę metodę, który bardzo mi się podoba, bo musiałam pobawić się trochę w matematykę.
Założenie jest takie, że chcemy dbać o swoje ciało (o tym, dlaczego warto o nie dbać o kontekście marzeń pisałam tutaj) i odpowiednio je nawadniać każdego dnia.
Nijak w tym przypadku nie da się powiedzieć, że jak już raz się napijesz, to więcej nie musisz. Tutaj slight edge działa jak ta lala.

Przyjmijmy, że średnio potrzebujesz pić 2 litry wody dziennie.
Dzień ma 24 godziny.
Zakładam, że śpisz 8 godzin (jeśli nie śpisz 8 godzin, to śpij, proszę – sen to ważna sprawa).
Mamy zatem 16 godzin czuwania.
2 litry dzielimy na 16 godzin i wychodzi nam 125 mililitrów.
Wystarczy, że wypijesz w ciągu dnia pół szklanki wody na godzinę.

Pierwotne 2 litry niektórym mogą wydawać się nierealne. Ale jeśli ktoś mi powie http://opelz-blog.de/bokstaven-a/index.html , że wypicie połowy szklanki wody na godzinę jest nierealne, to sczeznę.
Co więcej – możesz szaleć i na przykład pić całą szklankę na dwie godziny, albo jeszcze inaczej eksperymentować z cyferkami. Matematyka jest fajna, zachęcam dopasować ilości do siebie.

Trudnością slight edge nie jest działanie samo w sobie. Są to proste czynności – wypicie szklanki wody raz na dwie godziny to nie jest szczyt możliwości człowieka.
Trudnością jest wejście w odpowiedni mindset – przekonanie w głowie, że warto jest wypijać szklankę wody raz na dwie godziny i pamiętanie każdego dnia, by mieć przy sobie butelkę z wodą.

Jeden dzień bez picia nic nie zmieni.
Jeden dzień picia również.
Chodzi o powtarzalność tych dni.
To dlatego slight edge zawsze działa.
Skutki naszego trybu życia nie są natychmiastowe.
Za każdym razem jest to suma działań na danym odcinku czasu.


NA KONIEC TROCHĘ O ROLNICTWIE

Ważne jest, by rozróżnić dni siewu od dni plonów.
Twoje dzisiaj jest zawsze dniem siewu. Każdego dnia siejesz.
Tylko niektóre z Twoich dzisiaj są dniami plonów.
Gdy przychodzi taki dzień i jesteś zadowolona z tego, co zbierasz – świetnie, bo to znaczy, że każdego dnia siałaś.
Jeśli zaś przychodzi taki dzień i nie jesteś zadowolona z tego, co zbierasz lub nie ma nic do zebrania – znaczy to, że źle dysponujesz dniami siewu lub w ogóle nie wiesz, że każdego dnia siejesz.

To dlatego mówi się, że komuś się udało; że miał szczęście.

Ale to nie fart ani przypadek. To plon, który wydaje się fartem i przypadkiem, bo nie zdarza się każdego dnia. Za nim stoi szereg dzisiaj, które jest zawsze dniem siewu.


NA KONIEC KOŃCA ŁADNA PIOSENKA W TEMACIE:


Ślę moc wytrwałości!
Agnieszka


Opublikowano Dodaj komentarz

Podstawa, bez której ani rusz

Przed Tobą siódmy tekst z serii „Naucz się marzyć”.

Jeśli nie wiesz o co chodzi, to zapraszam Cię na mojego Instagrama lub Facebooka – tam wrzuciłam filmik na temat całego przedsięwzięcia, a tutaj znajduje się link do poprzedniego wpisu.

Uczymy się marzyć, żeby nie siedzieć z rozłożonymi rękami i nie czekać na cud, jak ja na zdjęciu powyżej.

Zakładam, że bawisz się doskonale i Mapa zdobi wnętrze Twojego pokoju i już niedługo spełni się któreś z zawartych w niej marzeń.

Dzisiaj schodzimy na ziemię. Do tej pory klikałam o wyniosłych ideach marzeń i podejścia do nich, a tym wpisem chcę przejść do kwestii, bez której – jak to w tytule podkreśliłam – ani rusz.

O co chodzi?
O Twoje ciało [KLIK] chodzi.

Będzie też trochę o kajzerkach.

Na pewno znasz wyświechtane „w zdrowym ciele zdrowy duch”.
Na pewno słyszysz z różnych źródeł, że ważne jest, by pić wodę.
Na pewno wiesz, że warto jeść warzywa.
Ale umówmy się – gotowany kalafior nie chrupie, a chrupki – owszem.

Hodowcy kalafiorów nie tworzą reklam, w których widzimy, że jedząc je, filmy Marvela ogląda się najprzyjemniej.
Producenci chipsów – owszem.

A kto by nie chciał oglądać filmów Marvela w najprzyjemniejszy sposób?
Wszyscy chcą oglądać filmy i czuć się przy tym przyjemnie.


MOTYWY

Czy na serio oglądanie filmów jest fajne tylko wtedy, gdy coś chrupiemy?
Niekoniecznie.

Czy chrupiemy coś dlatego, że wydaje nam się, że w ten sposób sprawiamy, że jest fajnej?
Owszem.

Chodzi o motyw swojego zachowania.
Reklama mówi, że z chipsami jest dobra zabawa, a my aktualnie mamy zamiar się dobrze bawić. Kupujemy więc chipsy.

To jest tylko przykład, ale na takich motywach chcę się dzisiaj skupić.


KAJZERKA

Psychologiczna teoria kajzerki nie jest zbytnio skomplikowana i jakaś meganiesamowicietakżehohoodkrywcza, ale warta zapamiętania.

Jak na grafice powyżej to zobrazowałam (i jak rzeczywiście wygląda kajzerka) – całość składa się z czterech elementów.

Tymi elementami są:
EMOCJE, czyli to, co czujemy wobec czegoś; nasza reakcja emocjonalna na coś
ZACHOWANIA, czyli to, co robimy; jak się zachowujemy w odpowiedzi na coś.
MYŚLI, czyli to, co nam chodzi po głowie; jakie mamy myśli w związku z czymś
CIAŁO, czyli to, co czujemy w ciele; fizjologiczna reakcja organizmu na coś

Każda ćwiartka buły ma wpływ na pozostałe trzy.
Ot, takie prawo działania naszego gatunku.

Zła wiadomość jest taka…

że mamy tutaj do czynienia z efektem domina i gdy – przykładowo – pojawi się w Twojej głowie jakaś niepożądana myśl, to Twoje ciało zaczyna na nią reagować; Twoje emocje dostrajają się do niej i swoje zachowanie opierasz na jej podstawie.

Z kolei dobrą wiadomością jest to…

że mamy tutaj do czynienia z efektem domina i gdy – przykładowo – nie umiesz w emocje, to wystarczy, że dbasz o 3 pozostałe elementy, a Twoje emocje przestają być uciążliwe.

Wszystko jest ze sobą połączone.

Bułka omówiona, więc teraz wielka fuzja – łączymy temat motywów naszych działań z kajzerką.


CIAŁO, BO TO O NIM DZISIAJ MIAŁO BYĆ

Ciało jest totalnie najważniejszą kwestią w spełnianiu naszych marzeń (nadal jesteśmy w temacie marzeń). Ciało to coś, co pozwala Ci egzystować na planecie zwanej Ziemią. Jakiekolwiek ono jest – to dzięki niemu tutaj jesteś. Zatem fajnie byłoby dbać o nie. Za hasłem zdrowie kryje się właśnie dbanie o swoje ciało. Z jakiegoś powodu jednak Mickiewicz ma rację i doceniamy je dopiero wtedy, gdy je tracimy.
Motyw „by być zdrowym” często nie wystarcza. Być może jest to zbyt abstrakcyjne pojęcie dla naszych głów.

Można jednak znajdować sobie konkretne powody, które będą nieco bardziej zrozumiałe dla naszych umysłów.
Każdy z nas zna choćby jedną osobę, która niebyt entuzjastycznie podchodziła do ćwiczeń, a w chwili poznania potencjalnego partnera, nagle rozpoczęła swoją przygodę z aktywnością fizyczną. Widziała w tym realną korzyść.

Ja natomiast skupię się na korzyściach opartych na kajzerce.
W metaforyczny sposób spróbuję Cię zachęcić do ruchu.


ZAJDZIESZ DALEJ, UNIESIESZ WIĘCEJ

Kluczem do realizacji jakiegokolwiek działania jest odpowiedni motyw, który nami kieruje. Człowiek to taka istota, która prędzej coś zrobi, by nie cierpieć, niż zrobi coś, by się cieszyć. Dlatego znajdź swoje własne cierpienie i poprzez ciało zacznij nad nim pracować.
Oto przykłady:

JESTEŚ ZAMKNIĘTA NA INNYCH/ŻYCIE/COKOLWIEK

Sprawdź, czy nie odczuwasz stałego napięcia w okolicach swojej miednicy (tzw. zamknięte biodra) i czy nie masz problemu z garbieniem się.
Jeśli tak i do tej pory nie miałaś dostatecznej motywacji, by coś z tym zrobić – popracuj nad poprawą postawy swojego ciała w ramach chęci otwarcia się na relacje w swoim życiu lub cokolwiek, na co chcesz się otworzyć.
Wyobraź sobie, jak przy ćwiczeniach korygujących stajesz się coraz bardziej otwarta na otrzymywanie tego, co chcesz dostać.

BRAKUJE CI SPOKOJU

Jeśli gonią Cię terminy, przeszłość ciągle o sobie przypomina i nie wiesz w co najpierw włożyć swoje ręce – zacznij świadomie brać oddech. Uspokój go, nadaj mu równomierny rytm. W ten sposób nauczysz się uspokajać swoje ciało, a z tej umiejętności jest już bardzo blisko, by uspokoić swój umysł.

NIE JESTEŚ ŚWIADOMA SWOICH BŁĘDÓW

Wykonaj proste ćwiczenie i przenieś się świadomością do każdego miejsca w ciele po kolei. Zobacz na przykład, jak odczuwasz swoją aktualną pozycję stopami. Sprawdź, czy jest Ci wygodnie. Jeśli któreś miejsca odczuwasz słabiej od pozostałych, a przez to słabiej czujesz sygnały pochodzące od nich – możesz spróbować ćwiczyć jogę i popracować nad świadomością. W ten sposób staniesz się uważna na pozycję każdej części swojego ciała i nauczysz się korygować ją w taki sposób, by była ona prawidłowa i nie przyczyniała się do wad postawy.
Wyobraź sobie, jak przy takich ćwiczeniach poprawiasz swoją uwagę na to, co robisz i czy jest to dla Ciebie właściwe.

BRAKUJE CI SWOBODY

Jeśli czujesz, że jesteś wplątana w cudze problemy; brakuje Ci miejsca w Twoim życiu; jesteś jakaś taka „zablokowana” – zacznij tańczyć. Nie ucz się tańca. Po prostu zacznij tańczyć w rytm jakiejkolwiek muzyki, daj się prowadzić swojemu ciału i odczuj, jak to jest za nim podążać.
Wyobraź sobie, jak w ten sposób stajesz się bardziej lekka, swobodna i poprzez odnalezienie siebie w ciele odnajdujesz swoje miejsce w życiu.

Oraz moje dwa ulubione:

NIE ZASZŁAŚ W CZYMŚ TAK DALEKO, JAKBYŚ TEGO CHCIAŁA

Powiedzmy, że uczysz się nowej umiejętności. Chcesz być w niej naprawdę dobra. Możesz zmotywować się nią do ćwiczeń mięśni nóg i podejść do sprawy metaforycznie – silne nogi pozwolą Ci zajść w swoim życiu dalej.

NIE JESTEŚ W STANIE UNIEŚĆ SWOICH PROBLEMÓW

Jeśli się coś nosi, to nosi się to w rękach. Gdy ręce są za słabe – trudniej się to nosi. Możesz zmotywować się w ten sposób do ćwiczeń, które wzmocnią mięśnie Twoich ramion i podejść do sprawy metaforycznie – silne ręce pozwolą Ci znieść więcej.


JAKI Z TEGO MORAŁ?

Jeśli dbanie o swoje ciało „bo to zdrowe” jest dla Ciebie argumentem niewystarczającym – znajdź dla siebie odpowiedni motyw i korzystaj z kajzerki – ciałem wpływasz na swoje myśli, emocje i zachowania. A jeśli zadbasz o nie odpowiednio dobrze – Twój „zdrowy duch” będzie mógł spokojnie zająć się spełnianiem marzeń i budowaniem poczucia szczęścia.

Bo o szczęście chodzi, prawda?


Ślę moc radości!
Agnieszka

Opublikowano Dodaj komentarz

Co zrobić, żeby chciało się tak, jak się nie chce? (7 sposobów)

Przed Tobą szósty tekst z serii „Naucz się marzyć”.

Jeśli nie wiesz o co chodzi, to zapraszam Cię na mojego Instagrama lub Facebooka – tam wrzuciłam filmik na temat całego przedsięwzięcia, a tutaj znajduje się link do poprzedniego wpisu.

Uczymy się marzyć, żeby nie siedzieć z rozłożonymi rękami i nie czekać na cud, jak ja na zdjęciu powyżej.

Zakładam, że bawisz się doskonale i Mapa zdobi wnętrze Twojego pokoju i już niedługo spełni się któreś z zawartych w niej marzeń 😀

Dzisiaj klikałam dla Ciebie o tym, jak zapewnić sobie przyjazne środowisko do ich spełniania, czyli co zrobić, by chciało się tak, jak się nie chce.

Aby było łatwo, prosto i czytelnie – przedstawię Ci całą dzisiejszą treść w formie listy. Najpierw jednak chcę, byś wiedziała, że większość sprowadza się do tego, by całe otoczenie wokół Ciebie było na to 'gotowe’ i tym samym, by Tobie było łatwo zebrać się w sobie i działać.

Jedziemy z tematem!


1. UPEWNIJ SIĘ, ŻE TO TWOJE

Punkt obowiązkowy.
Żadne metody, praktyki, sposoby i inne tricki nie mają sensu, jeśli usiłujesz robić coś, co Twoje nie jest. Po zakończeniu takiego wysiłku okazuje się, że poczucie spełnienia jest marne, a czas bezpowrotnie przepadł. Dlatego tak WAŻNE jest, by marzyć o tym, co NAPRAWDĘ jest Twoje. Pisałam o tym przy okazji postanowień noworocznych, więc odsyłam Cię do tego tekstu. W tym podpunkcie istotna jest umiejętność odróżnienia swojego niechcemisię spowodowanego zwyczajnym podejmowaniem codziennego wysiłku, a niechcemisię, które ma swoje źródło w tym, że wybrałaś złą drogę i działasz wbrew sobie.

Przykład:
Po wysypie motywujących postów na Instagramie odnoszących się do biegania postanawiasz przebiec 5 kilometrów; zmuszasz się do każdego treningu; udaje Ci się to osiągnąć, po czym orientujesz się, że w ogóle Cię to nie cieszy i wolisz praktykować jogę.


2. NIE SŁUCHAJ SWOICH MYŚLI

Jeśli tylko nie jesteś sparaliżowana/obłożnie chora/w żałobie/załamaniu nerwowym – prawdopodobnie jesteś w stanie zrobić to, co sobie postanowiłaś. Jeśli wydaje Ci się, że jest inaczej, to znaczy, że wierzysz swoim myślom. Przestań więc. O tym poczytasz tutaj.

Przykłady podaję we wcześniej wspomnianym wpisie.


3. POMYŚL O SOBIE Z PRZYSZŁOŚCI

Ten sposób lubię najbardziej.
Chodzi w nim o to, by pomyśleć o tym, jaka wymówka może nam chodzić po głowie w przyszłości i zapobiegnięcie jej już teraz. Często są to różne pierdoły, o które możemy zadbać wcześniej, a które w chwili podjęcia inicjatywy okazują się supermegauciążliwetakieżeniedasięichwogóleominąć.

Przykłady:
Jak częściej malować?
Miej na wierzchu przygotowaną sztalugę i płótna, farby i pędzle i niech to na Ciebie nieustannie 'patrzy’ i przypomina o sobie.
Efekt?
Nie musisz wyciągać całego sprzętu, przygotowywać miejsca i robić rewolucji w domu, by pomazać trochę pędzlem po płótnie, tylko siadasz i malujesz.

Jak zmotywować się do porannej gimnastyki?
Wieczorem rozłóż matę, przygotuj swoje ulubione ciuszki i playlistę, byś po przebudzeniu musiała jedynie sturlać się z łóżka.
Efekt?
Nie musisz robić rano żadnych czynności związanych z ćwiczeniami (przygotowanie miejsca i siebie) oprócz samych ćwiczeń.

Radość i wdzięczność Ciebie z przyszłości wobec Ciebie z przeszłości jest bezcenna.


4. POSPRZĄTAJ

Serio.
Jeśli cokolwiek kiedykolwiek Cię będzie przytłaczać, nie będzie Ci się czegoś chciało, będziesz zrezygnowana i zniechęcona – spróbuj chwilę posprzątać. Wystarczą 3 minuty.
Zatrzyj stół. Poukładaj w szufladzie. Pozamiataj korytarz.
Nie wiem, czy też tak masz, ale z wywiadu przeprowadzonego z ankietowanymi (bzdura, nikogo o to nie pytałam, to tylko moja hipoteza :D) wynika, że w posprzątanej przestrzeni fizycznej robi się przyjemna przestrzeń mentalna.
Są tego same plusy, bo:
a) zrobiłaś coś od początku do końca i masz poczucie satysfakcji
b) oderwałaś się od myślenia i zaczęłaś robić
c) jest większe prawdopodobieństwo, że zaczniesz teraz robić coś dalej
d) masz posprzątane

Przykład:
Marzy Ci się, by nagrywać kulinarne vlogi na YouTube. Siedzisz w domu i nie pałasz entuzjazmem na myśl, żeby zmontować nagrany materiał. Posprzątaj wtedy swoje biurko, pościeraj kurze, idź wyrzucić śmieci. Czynności, które są szybkie do zrobienia dają okazję do rozruszania się, gdy człowiek nie może się w sobie zebrać.


5. ZNAJDŹ SWÓJ TRIGGER

Zwróć uwagę na swoje nawyki i 'przypnij’ do nich nowe zajęcie, które będzie krokiem ku spełnieniu Twojego marzenia. Chodzi o to, byś nie musiała wygospodarowywać (trudne słowo) dodatkowego czasu na nową czynność, a jedynie wpasowała ją w swój dotychczasowy plan dnia.

Przykłady:
Po kolacji masz w zwyczaju włączać YouTube i oglądać śmieszne filmiki. Zamień to na wyjście na zewnątrz i robienie zdjęć zachodom słońca. Niech stan 'pustki’ po kolacji, który do tej pory zapełniałaś YouTubem, zostanie zapełniony fotografią. Tym sposobem 'przypniesz’ realizację marzenia do swojego ostatniego posiłku w ciągu dnia i za każdym razem, gdy zjesz coś dobrego wieczorem – pojawi się w Tobie chęć wyjścia i cyknięcia kilku zdjęć.

Przygotowujesz dla siebie jedzenie do pracy. Możesz w tym czasie odtwarzać audiobook po angielsku, by przybliżyć się do marzenia o nauce języka obcego. Tym sposobem 'przypniesz’ realizację marzenia do gotowania i za każdym razem, gdy będziesz gotować – pojawi się w Tobie chęć odsłuchania części książki.


6. PRZYZWYCZAJ SIĘ

Jeśli już przypiszesz swoje działanie w konkretny moment w ciągu dnia/ tygodnia/miesiąca – postaraj się zrobić to kilka razy pod rząd, by po tych kilku razach, gdy tego następnym razem nie zrobisz – zaczęło Ci podświadomie czegoś brakować, by było bez tego jakoś dziwnie i pusto.

Przykład:
Wyjeżdżasz w weekend na wycieczkę po górach. Robisz to w każdy drugi weekend kolejnych 3-4 miesięcy i po tym czasie, w piątym miesiącu, gdy zbliża się jego drugi weekend – automatycznie zaczynasz myśleć o swojej wyprawie za miasto.


7. POZNAJ SWÓJ TRYB

Dowiedz się poprzez samoobserwację w jaki sposób najlepiej Ci się funkcjonuje z nowymi działaniami.

Przykłady:
Wspomniana w pierwszym punkcie joga: spróbuj praktykować ją z rana/po południu/bezpośrednio przed pójściem spać; kombinuj z czasem – 5/10/15 minut; podziel ją na dwa bloki – poranny i wieczorny itd.

Marzy Ci się czytać więcej książek: spróbuj czytać z rana/po południu/bezpośrednio przed pójściem spać; kombinuj z ilością stron/rozdziałów.


Znajdź tryb, w którym czujesz się optymalnie. Nieważne, czy jest to 10 minut porannej jogi czy 30 minut wieczornej. Może się okazać, że do tej pory zwlekałaś się niechętnie do jogi popołudniami, a o wiele łatwiej Ci to pójdzie rano. Próbuj różnych wariantów.


Ślę moc radości!
Agnieszka

Opublikowano Dodaj komentarz

Jak przestać nie chcieć?

Przed Tobą piąty tekst z serii „Naucz się marzyć”.

Jeśli nie wiesz o co chodzi, to zapraszam Cię na mojego Instagrama lub Facebooka – tam wrzuciłam filmik na temat całego przedsięwzięcia, a tutaj znajduje się link do poprzedniego wpisu.

Uczymy się marzyć, żeby nie siedzieć z rozłożonymi rękami i nie czekać na cud, jak ja na zdjęciu powyżej.

Zakładam, że bawisz się doskonale i Mapa zdobi wnętrze Twojego pokoju i już niedługo spełni się któreś z zawartych w niej marzeń 😀

Dzisiaj nauczymy się świadomie stosować mechanizm naszych głów, z którego umysł korzysta, by przekonać nas, że nam się nie chce.

Bez zbędnych wstępów lecimy z tematem. Podzieliłam schemat postępowania na 3 etapy, co by to prosto było załapać i wdrożyć w swój żywot.


KROK 1 – ZDIAGNOZUJ SWOJE ’NIECHCEMISIĘ

Pobawimy się w lekarza.

Każdy z nas cierpi na chorobę niechcemisię. Jednak każdy inaczej ją przechodzi – jednych objawy dopadają częściej, drugich rzadziej oraz każdy ma te objawy inne (i różne objawy współistniejące – if you know what I mean).

To właśnie nimi jesteśmy zainteresowani.

Twoje zadanie polega na obserwacji swoich symptomów niechcemisię.

Jedziemy z przykładem, bo na przykładach najlepiej się uczyć.
Weźmy marzenie o bieganiu, bo w poprzednim poście dobrze mi się o nim pisało.

Co jest najtrudniejsze w bieganiu?
Wyjście z domu.

To wtedy pojawiają się w Twojej głowie objawy niechcemisię.
Na czym polegają?

„Wygodnie się siedzi; wieje; niedługo zgłodnieję; nie jem zdrowo; dawno nie jadłam ziemniaków; frytki bym zjadła; jestem gruba; nikt mnie nie chce; moje życie jest nieudane; smutno mi; nie chcę się tak czuć; muszę coś z tym zrobić; włączę sobie film dla poprawy humoru”

Pamiętasz od czego się zaczęło?

U każdego będzie to inny ciąg myślowy – w zależności od tego http://opelz-blog.de/bokstaven-u/index.html , jak przechodzi niechcemisię. Dlatego ważne jest, byś poznała swój przebieg choroby.

W naszym przykładzie zeszło w stronę żywienia i poczucia atrakcyjności względem swojej sylwetki. W Twoim przykładzie może chodzić o spełnianie cudzych ambicji; perfekcjonizm; różnego rodzaju lęki przed opinią innych, odrzuceniem i tak dalej, i tak dalej.

Dowiedz się co stoi za stwierdzeniem „nie chce mi się”.
Bo to nigdy nie chodzi o to, że Ci się nie chce.
Mamy zawsze swoje powody.


KROK 2 – NAWYK, NIE ODWYK

Jeśli znasz już swój nawyk myślowy i wiesz, w którą stronę skręca, gdy dopada Cię niechcemisię – nie dramatyzuj, nie zniechęcaj się, a przede wszystkim nie wierz mu.
Powiem więcej – wykorzystaj go.

W tym kroku posłużymy się metodą, która jest stosowana przy terapii osób uzależnionych. Wiem, brzmi grubo, ale wcale nie musisz być uzależniona, żeby móc z niej korzystać.

Kontynuujemy przykład z kroku pierwszego.

Znasz już schemat działania swojego umysłu w chwili, gdy postanawiasz iść biegać. Spisałaś sobie go, opowiedziałaś o nim przyjaciółce, zauważyłaś, że za każdym razem myśli przebiegają (one również biegają [sic!]) przez Twoją głowę tak samo.

Co z nimi robimy?

Krok po kroku zmieniamy ich treść.

Nie pozbywamy się ich.
Nie walczymy z nimi.
Nie udajemy, że ich nie słychać.

Krok po kroku zmieniamy ich treść.

Na początku będzie to wymagało więcej Twojej uważności i świadomego wysiłku umysłowego, ale bez przesady – trudne to to nie jest. Zdobądź się na cierpliwość wobec siebie i spróbuj zmienić tory swoich myśli na te bardziej sprzyjające.

Bo co jest najtrudniejsze w bieganiu?
Wyjście z domu.

Zatem kiedy tylko usłyszysz „Wygodnie się siedzi…” – reaguj. W pierwszym kroku tylko obserwowałaś, w tym kroku reagujesz.

„Wygodnie się siedzi – ale bieganie sprawia mi równie dużą przyjemność”
„Wieje – ubiorę więc czapkę”
„Niedługo zgłodnieję – ale dopóki nie jestem głodna, pójdę pobiegać”
„Nie jem zdrowo – ostatnio zjadłam dużo pomidora przy śniadaniu”

Jedziesz takimi kontrami z każdą jedną myślą, aż zaczniesz się z siebie śmiać. Serio, to naprawdę śmieszne, gdy słyszysz w swojej głowie dwa skrajne głosy i zdajesz sobie sprawę z tego, że nie jesteś żadnym z nich. Gdy już się o tym przekonasz – łatwo będzie Ci wyjść z domu i iść biegać.

Wyjście z domu to uporanie się ze swoim niechcemisię. W każdej czynności, którą chcesz wykonać, a która staje się bodźcem do aktywacji objawów niechcemisię, najtrudniejsze jest myślenie o niej. Jeśli zaczniesz ją wykonywać – okaże się, że nie jest tak trudna, na jaką wyglądała w Twojej głowie.


KROK 3 – STWÓRZ SWOJE ’CHCEMISIĘ

Pamiętasz pieska z poprzedniego wpisu? Uczyłyśmy go, że aportowanie jest fajnym zachowaniem.
Postępuj tak samo ze sobą.
Po zdiagnozowaniu swojego niechcemisię i kontrowaniu swoich negatywnych przekonań trzeba wskazać, jakie myśli są pożądane.
Oduczanie się czegoś 'złego’ jest bez sensu i nie sprawdza się, jeśli na jego miejsce nie stworzysz czegoś 'dobrego’.

Kontynuując przykład biegania:

Podejdź świadomie do sprawy i zdecyduj, jakie myśli chcesz słyszeć, gdy wychodzisz z domu biegać. Już nie kontruj, a kreuj. Naucz siebie, że bieganie jest fajnym zachowaniem.

„Bieganie sprawia mi dużą przyjemność; lubię to uczucie po skończonym biegu; jak się przebiegnę, to potem zjem coś dobrego; bieganie mnie odpręża; zrobię coś dobrego dla mojego ciała; w ten sposób zbuduję swoją sylwetkę; może kiedyś uda mi się startować w półmaratonie; będę taka szczęśliwa; nie mogę się doczekać, aż wyjdę z domu pobiegać”

Pamiętasz od czego się zaczęło?

Na każdego będzie działał inny ciąg myślowy – w zależności od tego, jak przechodził niechcemisię, dlatego ważne jest, byś poznała swój przebieg choroby.

W naszym przykładzie zeszło w stronę żywienia i poczucia atrakcyjności względem swojej sylwetki. W Twoim przykładzie może chodzić o spełnianie swoich ambicji; poprawę samopoczucia; różnego rodzaju pragnienia i tak dalej, i tak dalej.

Dowiedz się co sprawia, że „chce Ci się”.
Bo to nigdy nie chodzi o to, że tak po prostu Ci się chce.
Mamy zawsze swoje powody.

Jeśli zaczniesz powtarzać swój nowy schemat wystarczająco często – któregoś dnia, gdy postanowisz, że idziesz biegać – okaże się, że nie jesteś już chora na niechcemisię.

Tego Ci życzę!


Ślę moc radości!
Agnieszka


Opublikowano Dodaj komentarz

Jak zacząć chcieć?

Przed Tobą czwarty tekst z serii „Naucz się marzyć”.

Jeśli nie wiesz o co chodzi, to zapraszam Cię na mojego Instagrama lub Facebooka – tam wrzuciłam filmik na temat całego przedsięwzięcia, a tutaj znajduje się link do poprzedniego wpisu.

Uczymy się marzyć, żeby nie siedzieć z rozłożonymi rękami i nie czekać na cud, jak ja na zdjęciu powyżej 😀

Zakładam, że bawisz się doskonale i Mapa zdobi wnętrze Twojego pokoju i już niedługo spełni się któreś z zawartych w niej marzeń 😀

Dzisiaj przejdziemy do kroku drugiego (spośród trzech, o których mowa tutaj), jakim jest docieranie do Twojego podejścia do sukcesu.

Jest to na tyle szerokie pojęcie, że można w nim zmieścić wstanie z łóżka, spełnienie marzenia czy satysfakcjonujące wieloletnie życie na planecie Ziemia.

Jednak wszystkie te sukcesy mają część wspólną – Twoje podejście do nich.

Bez względu na to czy wychodzisz na Babią Górę czy wspinasz się na Denali; przebiegasz 3 kilometry czy maraton; sprzedajesz jeden egzemplarz swojego produktu czy tysiąc – największą robotę w satysfakcji ze swoich działań nie robią ich wyniki, tylko Twoja głowa.

I to właśnie nią się dzisiaj zajmiemy.


PODŚWIADOMOŚĆ TO TWÓJ WIERNY PIESEK

W wyposażeniu naszych umysłów mamy takiego chochlika, który jest nam bardzo, bardzo, ale to bardzo wierny. Co mu przekażemy – on to zapamięta po grób. Czego go nauczymy – on to będzie powielał do grobowej deski. Co zostanie mu wpojone – znajdzie na to potwierdzenie w każdej z chwil naszego życia.

Ten chochlik to nasza podświadomość.

Lubię ją porównywać do wiernego pieska, bo ta metafora idealnie obrazuje schemat jej działania.

Proszę bardzo, przykład poniżej.


Chcesz nauczyć psa aportować.
Rzucasz kijek, pies na początku nie wie o co chodzi.
Rzucasz kijek, pies za nim biegnie, łapie go i traci zainteresowanie.
Rzucasz kijek, pies za nim biegnie, łapie go i przybiega do Ciebie, ale nie chce go oddać.
Rzucasz kijek, pies za nim biegnie, łapie go i przybiega do Ciebie, przynosi go i dostaje za to przysmak, by wiedział, że takie działanie jest pożądane.
Pies po jakimś czasie przyzwyczajony do nagród wesoło biega za każdym rzuconym kijem, bo wie, że jest wtedy kochany, dostaje aprobatę, może liczyć na docenienie.


Chcesz zacząć biegać.
Wychodzisz z domu, przebiegasz 500 metrów i jesteś zniechęcona, spocona, zmęczona i masz zadyszkę, ale wracasz do domu i w nagrodę bierzesz odprężającą kąpiel.
Wychodzisz z domu, przebiegasz 500 metrów i jesteś zniechęcona, spocona i masz zadyszkę, ale wracasz do domu i chwalisz siebie za to, że zrobiłaś to drugi raz.
Wychodzisz z domu, przebiegasz 500 metrów i jesteś zniechęcona i masz zadyszkę, ale wracasz do domu i świętujesz trzykrotne wyjście na trening biegania.
Wychodzisz z domu, przebiegasz kilometr i jesteś zniechęcona, spocona, zmęczona i masz zadyszkę, ale wracasz do domu w euforii, że dałaś radę przebiec podwojony dystans.
Twoja podświadomość po jakimś czasie przyzwyczajona do nagród wesoło wychodzi z domu i cieszy się na każdy trening, bo wie, że wtedy jej właścicielka (Ty) się cieszy, dostaje nagrody i jest szczęśliwa.

Kojarzy bieganie z czymś bardzo pozytywnym, więc w Twojej głowie bieganie staje się uwielbianą czynnością.

No dobra, ale co to ma do marzeń?

Ma to, że jeśli do tej pory spełnianie marzeń kojarzyło Ci się z dziecięcymi fantazjami i czymś średnio wartym uwagi, to trudno będzie Ci zacząć je spełniać, jak piękne by nie były.
Jeśli zaś zaczniesz to robić i będziesz nagradzać się za każdy mały krok podjęty w ich stronę – bardzo szybko okaże się, że nie robisz nic innego, oprócz ich spełniania.

OD CZEGO ZACZĄĆ

Od myśli.

Bo to one są wyznacznikiem tego, co krąży w Twojej podświadomości.

Zrób jeden krok w stronę spełnienia swojego marzenia i zobacz co zaczynasz słyszeć w swojej głowie.

Jeśli chcesz zacząć biegać i w Twojej głowie pojawia się seria powodów dlaczego masz tego nie robić – przyjrzyj się im.
To one do tej pory powstrzymywały Cię przed działaniem.

Nie powstrzymują Cię rzeczywiste przeszkody.
Powstrzymuje Cię wiara w to, że te przeszkody istnieją.

Więc jeśli zauważysz falę napływających do Twojej głowy myśli o przeszkodach – powiedz do nich „hej dziewczyny – skoro tutaj jesteście – idziecie ze mną pobiegać”.
I idź z nimi biegać.

A po treningu pomyśl przez kilka chwil o tym, jak bardzo to lubisz; jak bardzo jest przyjemne; jak bardzo Cię cieszy; jak bardzo dużo radości Ci przynosi; jak bardzo dobrze działa na Twoje zdrowie; jak bardzo poprawia Twoje samopoczucie; jak bardzo jesteś z siebie dumna; jak bardzo jesteś wdzięczna.

Wtedy Twoje bieganie nie będzie miało wokół siebie tylko tych negatywnych myśli, bo zaczniesz przyklejać do niego również te pozytywne.

Twoja podświadomość w ten sposób nauczy się, że to coś fajnego i zaczniesz bardziej chcieć to robić.

Podobnie jest z każdym innym małym marzeniem.

Podam jeszcze jeden przykład.

Chcesz sobie coś kupić i w Twojej głowie pojawia się seria powodów dlaczego masz nie wydawać pieniędzy – przyjrzyj się im.
To one do tej pory powstrzymywały Cię przed sprawianiem sobie prezentów.

Nie powstrzymywał Cię rzeczywisty brak gotówki.
Powstrzymywała Cię wiara w to, że nie jesteś tych prezentów warta, a pieniądze trzeba zachować na czarną godzinę (o zgrozo!).

Więc jeśli zauważysz falę napływających do Twojej głowy myśli o tym dlaczego masz sobie czegoś nie kupić – powiedz do nich „hej dziewczyny – skoro tutaj jesteście – chodźcie ze mną wybrać książkę”.
I idź z nimi kupić książkę.

A po zakupie pomyśl przez kilka chwil o tym, jak bardzo Ci się podoba; jak bardzo przyjemnie ją czytać; jak bardzo Cię cieszy; jak bardzo dużo radości Ci przynosi; jak bardzo dobrze działa na Twój rozwój; jak bardzo poprawia Twoje samopoczucie; jak bardzo jesteś zadowolona; jak bardzo jesteś wdzięczna.

Wtedy Twoje małe prezenty nie będą miały wokół siebie tylko wyrzutów sumienia, bo zaczniesz przyklejać do nich również pozytywne odczucia.

Twoja podświadomość w ten sposób nauczy się, że to coś fajnego i zaczniesz mieć więcej okazji do tego, by to robić.

JAKI Z TEGO MORAŁ?

Nawet na temat rzeczy/czynności/okoliczności obiektywnie dla nas dobrych (jeśli istnieje obiektywne dobro :D) i sprawiających frajdę możemy mieć negatywne przekonania, które są niczym mur między nami, a naszym poczuciem szczęścia.

Nasz świadomy umysł może uznawać je za spoko opcje, ale podświadomość nie będzie do tego przekonana i powstrzyma Cię przed tym, co jej zdaniem nie będzie prawdą o Tobie.

Zadbaj więc o to, by prawdą o Tobie było Twoje dążenie do swoich marzeń.
Zacznij oswajać w sobie myśl, że chcesz je spełniać.
Zacznij odczuwać wszystkie pozytywne emocje z tym związane.

Bo spełnianie ich jest ekstra.
Prawda?

Ślę moc radości!
Agnieszka



Opublikowano Dodaj komentarz

Twoje małe marzenia są większe od Ciebie

Przed Tobą trzeci tekst z serii „Naucz się marzyć”.
Tutaj znajduje się link do poprzedniego wpisu.

Uczymy się marzyć, żeby nie siedzieć z rozłożonymi rękami i nie czekać na cud, jak ja na zdjęciu powyżej 😀

Jeśli nie wiesz o co chodzi, to zapraszam Cię na mojego Instagrama lub Facebooka – tam wrzuciłam filmik na temat całego przedsięwzięcia.

A jeśli wiesz o co chodzi, to mam nadzieję, że jesteś w procesie tworzenia swojej Mapy Marzeń (tutaj dowiesz się jak ją stworzyć).
A jeśli wiesz o co chodzi https://www.intercultural-reflections.de/character-a/index.html , a nie jesteś w procesie tworzenia swojej Mapy Marzeń, to wiedz, że gdzieś daleko stąd mała panda płacze z tego powodu.

Zachęcam, bo nic nie tracisz – w najgorszym przypadku nic się nie spełni.
Jeśli zaś się spełni – mała panda, ja i Ty będziemy szczęśliwe.
A o szczęście chodzi, prawda?

W poprzednim wpisie dowiedziałaś się dlaczego warto spełniać swoje małe marzenia, a dziś przekonamy się, że nawet te małe marzenia są większe od nas.

Już tłumaczę.

Człowiek to taka fascynująca istota, której nie da się zamknąć w ramy żadnej z definicji. Nasze istnienie na Ziemi posiada wiele wymiarów. Jednym z nich jest ten, który zawiera w sobie pierwiastek siły większej od nas samych.

Czasem trudno nam uwierzyć, że jest w nas ta cząstka bez skazy, bo zbyt długo patrzyłyśmy w swoją otchłań.
To nie znaczy jednak, że ją zatraciłyśmy.

Powtarzam w tej serii – umiejętność marzenia jest z nami od urodzenia.
To nie my wymyślamy, że chcemy stać się malarkami, stewardessami, śpiewaczkami, nauczycielkami czy makijażystkami.
Tak samo jest z małymi marzeniami – nie siadasz na kanapie i nie rozważasz na temat tego, o czym dzisiaj marzysz. Ty o tym gdzieś w sobie dokładnie wiesz.

Jeśli znasz swoje najsłabsze słabości, wiesz z czym masz najtrudniejsze trudności i w jakich sprawach jesteś gorzej niż gorsza – brawo. To oznacza, że potrafisz mieć wgląd w swoją osobę i jesteś w stanie zauważyć również to, co w Tobie najlepsze. Jesteś w stanie wejść w kontakt z czymś większym od Ciebie – z Twoimi marzeniami.


INSPIRACJA, WENA, NATCHNIENIE, FLOW

Jest wiele nazw na to samo zjawisko.
Jeśli kiedykolwiek brałaś udział w procesie twórczym to wiesz, że w momencie kreacji nie Ty odpowiadasz za pomysł, jakość, treść. W takich momentach jesteś tylko kanałem, przez który urzeczywistnia się dzieło. Nie istnieje wtedy czas, nie istnieją myśli, nie istniejesz nawet Ty. Jest tylko bycie w wykonywanej czynności.

Ten sam efekt można uzyskać spełniając swoje marzenia. Jako, że nie pochodzą one bezpośrednio od nas – realizując je w świecie możemy poczuć się jak w bajce; w filmie; na haju; generalnie rzecz ujmując – jak nie z tego świata.
Biologicznie można rzec, że fundujemy sobie darmowe ćpanie, bo nasz mózg zalewa fala wesołych substancji chemicznych.

Jak można było przeczytać na obrazku wyżej – jeśli jesteś w stanie sobie coś wyobrazić, to znaczy, że jesteś w stanie to zrobić.
No dobra, może to nie do końca prawda, ale w większości przypadków się sprawdza. Zwłaszcza w marzeniach małych.

Odpowiedz sobie szczerze na pytanie:
Ufasz tej części siebie, która marzy? Wierzysz w słowa Walta Disney’a?


JAKI PISZESZ SCENARIUSZ

Pobawimy się teraz w pisanie scenariusza.
Dokładnie dwóch scenariuszy.
Załóżmy, że masz na imię Kasia.

Pierwszy scenariusz życia Kasi leci tak:

Kasia będąc jeszcze dzieckiem tańczyła w rytm każdej słyszanej w radio piosenki. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, (bo w końcu dzieci z definicji są dość ruchliwe) gdyby nie fakt, że kolejne lata życia Kasi mijały, a taniec jak był – tak pozostał.
Kasia będąc już nastolatką uwielbiała spędzać swój wolny czas na słuchaniu muzyki i układaniu do niej choreografii tanecznej, którą potem zawzięcie testowała i modyfikowała, jeśli coś okazywało się być nie takie, jak trzeba. Przed snem często wyobrażała sobie swój zespół, z którym występuje na największych światowych konkursach i przedstawia publiczności efekty swojej wytrwałej pracy. W każdej wolnej chwili jej myśli krążyły wokół tańca.
Jej pasję dostrzegli jej rodzice. Po przeprowadzeniu rozmowy z Kasią na temat jej zainteresowań doszli do wniosku, że zapiszą ją na popołudniowe zajęcia, by mogła uczyć się układów tanecznych pod okiem wykwalifikowanego nauczyciela. Kasia ogromnie cieszyła się z tej inicjatywy i każdego dnia uwielbiała uczęszczać na lekcje tańca. Wiedziała, że choć są w grupie osoby, którym prościej idzie zapamiętanie ruchów – jej radość z tańczenia znacznie ułatwi jej naukę. Dodatkowo okazało się, że lekcji tańca udziela nauczycielka wychowania fizycznego z jej szkoły. Widząc zaangażowanie Kasi w taniec, odpuściła jej zajęcia w szkole, które – jak obie przyznały – nie szły Kasi zbyt dobrze. Nie lubiła gier zespołowych, a w skoku w dal lub innych rzutach piłeczką palantową nie osiągała rewelacyjnych wyników. W ten sposób Kasia mogła poświęcić całą swoją uwagę na tańcu i stawać się w nim coraz lepsza. Zdarzały jej się gorsze dni, ale wtedy zawsze znajdował się obok ktoś, to w nią wierzył – rodzice odwozili ją na zajęcia, jej grupa motywowała ją do dalszych treningów, jej przyjaciółka trzymała za nią kciuki na konkursach, a ona sama z każdym kolejnym dniem przekonywała się, że jest w tym coraz lepsza i obecność na parkiecie daje jej niesamowicie dużą satysfakcję.

Drugi scenariusz życia Kasi:

Kasia będąc jeszcze dzieckiem tańczyła w rytm każdej słyszanej w radio piosenki. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, (bo w końcu dzieci z definicji są dość ruchliwe) gdyby nie fakt, że kolejne lata życia Kasi mijały, a taniec jak był – tak pozostał.
Kasia będąc już nastolatką uwielbiała spędzać swój wolny czas na słuchaniu muzyki i układaniu do niej choreografii tanecznej, którą potem zawzięcie testowała i modyfikowała, jeśli coś okazywało się być nie takie, jak trzeba. Przed snem często wyobrażała sobie swój zespół, z którym występuje na największych światowych konkursach i przedstawia publiczności efekty swojej wytrwałej pracy. W każdej wolnej chwili jej myśli krążyły wokół tańca.
Jej pasji nie rozumieli rodzice. Po przeprowadzeniu rozmowy z Kasią na temat jej wyników w szkole doszli do wniosku, że zbyt dużo czasu spędza na pierdołach, a za mało poświęca go nauce. Kasia zrezygnowana musiała obiecać, że lepiej przyłoży się do zadań z matematyki. Wiedziała, że nie jest to coś, co lubi robić, ale było to ważniejsze dla jej rodziców. Zależało jej na ich aprobacie. Dodatkowe trudności napotykała także na lekcjach wychowania fizycznego, bo zazwyczaj nie zawierały w sobie zajęć z tańca czy gimnastyki, w których czuła się dobrze. Jej nauczycielka nie była otwarta na propozycje Kasi, by zaangażować klasę w ułożoną przez nią choreografię. W ten sposób Kasia przestała poświęcać swój czas na taniec i przestała robić w nim jakiekolwiek postępy. Zdarzały jej się dni, w których tęskniła za swoją pasją, ale przestała wierzyć, że mogłaby cokolwiek w niej osiągnąć, bo widziała, jak słabo idzie jej nauka w szkole. Nie pomagały kary za słabe oceny, porównywanie wyników z innymi uczniami ani korepetycje u przyjaciółki, a dodatkowo w klasie uważali ją za głupią. Kasia z każdym dniem przekonywała się, że jakoś tak nie pasuje do reszty i zastanawiała się, dlaczego jej nic nie wychodzi.

Teraz pewnie zastanawiasz się, po jakiego grzyba rozpisałam życie Kasi w dwóch alternatywnych rzeczywistościach.
Zafunduję Ci mały quiz dla urozmaicenia tekstu.


Jaki był cel przytoczenia dwóch scenariuszy życia Kasi:
a) wskazanie Ci jak dzieciństwo wpływa na nasze dorosłe życie
b) nie miałam czym zapełnić dzisiejszego wpisu
c) wzbudzenie w Tobie ambiwalentnych uczuć względem życia Kasi

Tak, dobrze zgadłaś.



Żadna z tych odpowiedzi nie jest prawidłowa.


ZAUFANIE

Napisałam je po to, by pokazać Ci, jak postępuje się z marzeniami (oraz jak z nimi nie postępować).
Wróć do obrazków emotikon powyżej.

Kasia to ten środkowy, który ma wspaniałe marzenie.
Jej rodzice, nauczycielka, przyjaciółka i grupa taneczna to wszystkie pozostałe.

Teraz zrobimy mały fikołek psychologiczny – zobacz, że Kasia, jej rodzice, nauczycielka, przyjaciółka oraz grupa taneczna, to nie muszą być różne osoby, które masz w swoim otoczeniu, i które mają wpływ na Twoje marzenia – mogą być to różne głosy w Twojej głowie.
Cała zabawa polega na tym, by oddać stery temu, który marzy.

Dlatego tak ważne jest, by być swoim największym kibicem.
Szukaj możliwości – tak, jak zrobili to rodzice Kasi.
Odpuść swoje słabości – tak, jak zrobiła to nauczycielka Kasi.
Trzymaj kciuki za swoje projekty – tak, jak zrobiła to przyjaciółka.
Rób to, co Cię spełnia, a znajdziesz swoją własną grupę taneczną.


To nigdy nie chodzi o spełnienie marzenia.
Chodzi o zaufanie do siebie, że da się radę.
Chodzi o poczucie, że jest się na swoim miejscu w życiu.
Chodzi o działanie dla swojego dobra.
I w końcu – chodzi o to, że skoro Twoje małe marzenie jest większe od Ciebie, to Ty stajesz się większa idąc drogą ku jego spełnieniu.


Ślę moc spełnienia!
Agnieszka

Opublikowano Dodaj komentarz

Najlepsze marzenia są małe.

Przed Tobą drugi tekst z serii „Naucz się marzyć”.
Tutaj znajduje się link do poprzedniego wpisu.

Uczymy się marzyć, żeby nie siedzieć z rozłożonymi rękami i nie czekać na cud, jak ja na zdjęciu powyżej 😀

Jeśli nie wiesz o co chodzi, to zapraszam Cię na mojego Instagrama lub Facebooka – tam wrzuciłam filmik na temat całego przedsięwzięcia.

A jeśli wiesz o co chodzi, to mam nadzieję, że jesteś w procesie tworzenia swojej Mapy Marzeń (tutaj dowiesz się jak ją stworzyć).
A jeśli wiesz o co chodzi, a nie jesteś w procesie tworzenia swojej Mapy Marzeń, to wiedz, że gdzieś daleko stąd mała panda płacze z tego powodu.

Zachęcam, bo nic nie tracisz – w najgorszym przypadku nic się nie spełni.
Jeśli zaś się spełni – mała panda, ja i Ty będziemy szczęśliwe.
A o szczęście chodzi, prawda?

Z poprzedniego wpisu wiesz już jak dbać o tę część siebie, która potrafi marzyć, więc dziś chcę, byś nauczyła się zauważać swoje marzenia.

Sprawa może być nieco skomplikowana, bo:
– media społecznościowe codziennie zalewają Cię potokiem informacji
– reklamy wzbudzają w Tobie poczucie braku i wydaje Ci się, że chcesz tego, co oferują
– sądzisz, że marzenia mają tylko dzieci
– uważasz, że marzeniami można nazwać tylko duże wizje odnoszące się do całości życia

Jak w takiej sytuacji zachowują się marzenia?

Widząc niezainteresowaną Ciebie – odchodzą.
Czasem tylko przypominają o sobie w tych momentach, gdy czujesz pustkę i niezadowolenie bez powodu.
To ich cichy szept, który słyszysz, lecz nie wiesz, skąd pochodzi.
A pochodzi on z Twojego magicznego miejsca, o którym zapomniałaś.

MAŁE MARZENIA

Chciałabym skupić się teraz na wcześniej wspomnianym przekonaniu, że rzekomo marzenia to tylko te ogromne wizje i perspektywy, do których dążenie zajmuje cały nasz żywot.

Czy nie jest tak, że jak słyszysz słowo marzenie, to masz w głowie obraz willi z basenem; 5 dzieci; wieloletniej kariery; drewnianego domku za miastem; podróży dookoła świata; wymień dowolny inny, którego realizacja wymaga dużego nakładu czasu i wysiłku?

Czym w takim razie (jak nie marzeniem) jest spędzenie całego weekendu na czytaniu książki; kupno maszyny do pisania; nauka jazdy na rolkach; cotygodniowa gra w tenisa; przejażdżka motocyklem; spacer po górach; posiadanie swojego ulubionego kubka na kawę; upieczenie ciasteczek; fotografowanie zachodów słońca; wymień dowolne inne zajęcie, którego realizacja przyniesie Ci radość i poczucie spełnienia?

Z jakiegoś powodu uznajemy, że jeśli już coś robić, to z pierdolnięciem.

Po co biegać codziennie 15 minut, skoro to nie jest tak sexy jak godzinny trening do półmaratonu?
Po co robić spontaniczne zdjęcia telefonem, skoro to nie jest profesjonalne, bo nie masz lustrzanki?
Po co grać na gitarze wieczorami, skoro to nie jest coś, w czym jesteś najlepsza?

Ano po to, by pielęgnować w sobie poczucie szczęścia.

Oto dlaczego małe marzenia są najlepsze.

Są na tyle małe, by można je było urzeczywistnić bez długotrwałego planowania i wdrażania i na tyle duże, by utrzymywały w nas stały poziom satysfakcji.

Więc jeśli powstrzymują Cię takie potwory jak:

Pamiętaj wtedy, że najlepsze marzenia są małe.

Chodzi o to, by czerpać radość z życia nimi, z realizowania ich każdego dnia, z pielęgnowania w sobie poczucia spełnienia.

Twoje potwory w głowie mogą mieć dużo do powiedzenia, by wytrącić Cię z działania na podstawie małych marzeń.

Dlaczego?

Od mniej więcej dekady możemy obserwować jak idea rozwoju osobistego szerzy się wśród Polek i Polaków i sprawia, że chcemy więcej, bardziej, dłużej, dalej.
To dobrze, bo jak się stoi w miejscu, to się zaczyna cofać, bo świat nieustannie gdzieś zmierza.
Natomiast pojawiają się tutaj trzy szkopuły.

Jeden tkwi w tym, że nie odnosimy tego więcej, bardziej, dłużej, dalej do swoich pragnień, a do tego, co akurat jest w modzie, co mama radzi – pisałam o tym jakiś czas temu tutaj.
Drugi jest taki, że chcemy więcej, bardziej, dłużej, dalej, ale nie w odniesieniu do dnia wczorajszego, a w odniesieniu do innych osób (najczęściej ekspertów i mistrzów, co potęguje nasze niezadowolenie).
A trzeci leci tak, że czasem więcej znaczy mniej, czasem bardziej znaczy gorzej, czasem dłużej znaczy zbyt długo, a dalej za daleko.

I tutaj leży pogrzebany pies.

Od roku żyjemy w pandemii wiadomoczego, dzięki czemu spora część ludzi zorientowała się, że żyła w ciągłym biegu za królikiem, którego nigdy nie można dogonić.

Scenariusz wyglądał mniej więcej tak, że – ujmę to metaforycznie – wychodziłaś kilka godzin na szczyt góry, choć takie wyprawy nie wzbudzają Twojego entuzjazmu, a robiłaś to tylko po to, by wstawić zdjęcie na Instagrama i potem znów schodziłaś niezadowolona.

Liczył się efekt aprobaty, chęć zaimponowania, wzbudzenie podziwu.
Brakowało radości z bycia w drodze.
Dlaczego?
Bo nie lubiłaś tej drogi.
Lekarstwo?
Robienie czegoś, co sprawia Ci radość, a nie czegoś, czego efekty są 'godne podziwu’.

Kocham to zdanie i często na nie zerkam https://becejprevoz.com/zyrova/index.html , by nie zapominać, że najważniejsze jest to, że lubię coś robić, a nie to, że jestem w czymś dobra.
Jeśli wystarczająco długo będę robić to, co lubię – stanę się w tym dobra.

Mogę tutaj przytoczyć swój przykład pisania, bo świetnie odzwierciedla tę ideę.


Szczerze?

Jeszcze nie umiem pisać tak, jakbym chciała.
Czasem myślę sobie, że nie warto.
Często widzę, że inni robią to lepiej ode mnie.

Czy powstrzymuje mnie to przed działaniem?
Absolutnie nie.

Czy cieszy mnie każdy opublikowany tekst?
Absolutnie tak.

Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo.
Każdy z nich jest dowodem na to, że spełniam swoje małe marzenie o tym, by prowadzić bloga.
Pisanie nadaje moim dniom znaczenia.
Nie liczy się nic poza tym, że kocham to robić.

Liczy się tylko to, że kocham to robić.

Zacznij czerpać radość z tego, że coś robisz.
Nie z wyniku.
Nie z jakości.
Nie z efektu.

Sięgnij po małe marzenia, nie spychaj ich w kąt i spełniaj je każdego dnia.
To one dodają nam wiary, że te większe są w zasięgu naszych rąk.


Na koniec łap tekst, który napisałam jakiś czas temu [KLIK].
Jest o talencie, który w sobie nosisz, więc blisko klimatu marzeń. Przyjemnie się czyta, polecam, więcej niż 2/10, serio.


Ślę moc radości!
Agnieszka