Opublikowano Dodaj komentarz

Jeden prosty sposób na idealnie spędzony poranek.

Spis treści:
– na początku opowiadam historię, którą możesz pominąć, ale jak ją pominiesz, to dalsza część nie będzie mieć sensu, więc nie pomijaj
– na końcu mówię jaki jest jeden prosty sposób na idealny poranek

IDEALNIE

5:30
Otwieram oczy.
Moja świadomość powraca z nocnych podróży.
Czuję swoje ciało.

Przeciągam się.

Odwracam głowę, by spojrzeć przez okno.
Widzę bezchmurne, błękitne niebo, którego dosięgnąć chcą korony drzew.
Witam się z porannymi promieniami słońca, których ciepło czuję na swoich policzkach.
Uśmiecham się do siebie, bo wiem, że to będzie dobry dzień.

Podnoszę się i ściągam z siebie kołdrę.
Wstaję i otwieram okno, by poczuć zapach świeżego powietrza.
Biorę głęboki wdech, który budzi moje ciało.

Ścielę łóżko i układam pod ścianą poduszki.

Zakładam pluszowe kapcie i udaję się w stronę kuchni.
Podchodzę do szafki i staję na palcach, by dostać ręką swojej ulubionej szklanki.
Chwytam ją i kładę na blacie.

Nalewam wodę do czajnika, włączam go.
Czekając, aż woda się podgrzeje, wyciągam z lodówki cytrynę, kroję nożem dwa plastry i wrzucam je do szklanki.
Łyżeczką wyciskam z nich trochę soku.
Dodaję miód i sproszkowaną macę.
Wyłączam czajnik i zalewam całość ciepłą wodą.
Mieszam.

Wypijam.


Opłukuję szklankę, nóż i łyżeczkę pod bieżącą wodą i odstawiam na suszarkę.

Podchodzę do stolika, na którym leży telefon.
Biorę go do ręki i otwieram aplikację z muzyką.
Włączam swoją poranną playlistę i jestem jeszcze bardziej przekonana, że to będzie dobry dzień.
Zaczynam kołysać swoim ciałem w rytm piosenki, której słów nie znam, ale nie przeszkadza mi to w tym, by ją śpiewać.


Rozkładam matę.
W leniwym tempie wykonuję kilka powtórzeń powitań słońca.
Biorę głęboki wdech.

I wydech.

Po dziesięciu minutach spokojnych ćwiczeń oswajam nabytą energię w pozycji drzewa.
Na chwilę znikam.
Przez moment mnie nie ma.
A jednocześnie jestem.

Tylko tutaj.

I tylko teraz.


W umyśle tworzę obraz siebie dzisiejszego dnia – widzę siebie radosną, spokojną i uśmiechniętą.
Czuję dreszcze na całym ciele.
Składam swoje ręce na wysokości serca i proszę Górę, by była dziś razem ze mną.

Biorę głęboki wdech.

I wydech.


Zwijam matę i odkładam na swoje miejsce.

Zmierzam do łazienki, spinam włosy, ściągam nocną koszulkę i wchodzę pod prysznic.
Strumień gorącej wody przelewa się po moich plecach, a ja rozpływam się w tym odczuciu.
Zmieniam wodę na zimną i biorę kilka głębokich oddechów, po czym zakręcam kurek.

Owijam się ręcznikiem i podchodzę do lustra.
Rozpuszczam włosy i przeczesuję je palcami.
Robię szybki makijaż, zakładam kolczyki i ubieram wygodne ciuchy, które czekały na mnie od wczorajszego wieczora na wieszaku.
Spoglądam na siebie i puszczam sobie oko.

Czuję się naprawdę dobrze.


Wracam do kuchni.
Przygotowuję na śniadanie owsiankę z borówkami i orzechami, którą wkładam do torby razem z wcześniej przygotowanym lunchem.
Dorzucam jabłko i zasuwam zamek.

Podchodzę do stolika, wyłączam muzykę w telefonie, chowam go do kieszeni i udaję się w stronę drzwi.
Chwilę zastanawiam się, czy o czymś nie zapomniałam i zakładam w tym czasie buty.
Zabieram klucze z szafki i wychodzę z domu.

UROCZE I WCIĄGAJĄCE, PRAWDA?
PEWNIE MYŚLISZ TERAZ, ŻE TAK WYGLĄDAJĄ MOJE PORANKI

– Aga, czy tak wyglądają Twoje poranki?
– Czytaj dalej.

Wyżej przedstawiona wizja wytworzyła się w mojej głowie już jakiś czas temu. Mając w swojej świadomości obraz poranka idealnego – często sięgam po niego pamięcią i staram się, by choć jeden mały jego skrawek znalazł się w moim codziennym wstawaniu.

Bo – tutaj zaraz padną najważniejsze zdania w całym tym wpisie – moje poranki nie wyglądają tak codziennie.
Powiem więcej – śmiem wątpić, by kogokolwiek poranki codziennie wyglądały tak, jak chcą, by wyglądały, ich właściciele.
Powiem jeszcze więcej – pewnie w życiu każdej i każdego z nas są takie dni, kiedy największym osiągnięciem jest wstanie z łóżka.
I to też jest okej.

A JAK TO JEST NAPRAWDĘ?

Ostatni raz wstałam o 5:30 jakiś miesiąc temu.
Udaje mi się codziennie wypijać szklankę ciepłej wody z cytryną i miodem, ale maca mi się gdzieś zapodziała.
Słucham rano muzyki, ale zdarza się, że bardziej mnie ona wkurza, niż uspokaja, bo nie potrafię trafić repertuarem w swoje gusta danego dnia.
Nie ćwiczę rano tak często, jak bym tego chciała.
Czasem nie jestem radosna i nie puszczam sobie oczka w lustrze ani nie wierzę, że dzień będzie wspaniały. Czasem jedyne, na co mnie stać, to powiedzieć sobie, że dam radę i mimo niepokoju robię to, co jest do zrobienia.
Jest środek zimy – tęsknię za borówkami.
I nie pamiętam kiedy ostatni raz już dzień wcześniej miałam przygotowany dla siebie obiad w lodówce.
A do tego nie wychodzę już z domu, bo pracuję zdalnie.


Czy to wszystko oznacza, że moje poranki nie są dla mnie idealne?

Nie.

Czy to oznacza, że wiodę proste, szare życie, którym nie warto dzielić się na blogu?

Nie.

Czy chcę tym wpisem pokazać, że wystarczy, że codziennie zrobisz dla siebie jedną rzecz wyciągniętą z pudełka pod nazwą „mój idealnie spędzony dzień” i to sprawi, że będziesz czuć się dobrze?

Tak.



Ślę moc radości!
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.