Opublikowano Dodaj komentarz

Jak przetrwać okres?

Okres, miesiączka, męka, cierpienie, agonia – są różne nazwy na to samo zjawisko.

Niech Cię nie myli tytuł – nie chodzi o to, jak przetrwać TE dni. One nie są po to, by je przetrwać, potem zapomnieć o incydencie i żyć szczęśliwie przez kolejne fazy cyklu.
One są dla Ciebie.

Tak, wiem, trudno uwierzyć, ale to prawda.

Jest to tekst skonstruowany w ramach mojego autorskiego projektu W barwach kobiecości (link do poprzedniego wpisu znajdziesz tutaj), a dziś skupię się na tym, co przydarza nam się raz w miesiącu.

Pierwsza miesiączka to metaforyczne pierwsze 'zderzenie’ się z faktem, że jest się kobietą. Hormony zaczynają pracować w określonym trybie i ten tryb odzwierciedla długość całego cyklu. W jego poszczególnych etapach możemy zaobserwować różne 'wersje’ siebie, ale o tym zaraz.
Najpierw chcę jeszcze napisać o tym, jak ten pierwszy kontakt z własną krwią menstruacyjną ma wpływ na podejście do swojej kobiecości.

Pamiętasz swój pierwszy okres?
Jaka była Twoja reakcja?

W moim przypadku to był szok i niepokój, no bo heloł – zobaczyłam krew. (Mała ciekawostka biologiczna – menstruacja jest jedynym krwawieniem w przyrodzie, które nie występuje na skutek zranienia – koniec ciekawostki).

Kolejne, ciekawsze pytanie – jaka była reakcja Twojego otoczenia?

W moim przypadku kitranie się w podstawówce z podpaskami po kieszeniach stało się comiesięcznym obrządkiem, no bo to wstydliwe i nikt o tym nie może wiedzieć. Pamiętam, jak powiedziałam swojemu ówczesnemu chłopakowi, że mam okres i totalnie zaorałam gościa – nie wiedział, jak się pozbierać po tej informacji. W sumie, to mu się nie dziwię, bo w tamtym wieku siedzenie w ławce z dziewczyną było aktem odwagi i przełamaniem swojej dziecięcej odrazy do płci przeciwnej. Ale wiadomość od niewiasty, że spomiędzy jej nóg wypływa krew – to już za wiele, ohyda na maxa.

Mentalnie przytulam tamtą małą nieświadomą mnie, która nie uważała, że to coś naturalnego i zdrowego.

Umówmy się – kobiety to chaos.
Zagadka, tajemnica, nieznane przestrzenie. Możemy siebie poznawać i eksplorować swoje wnętrze przez lata i odnajdywać coraz to nowe warstwy naszej egzystencji, a całości w ogóle nie rozumieć. To nie ma końca i nie da się tego objąć racjonalnym umysłem.
W momencie uświadomienia sobie tego faktu można stwierdzić, że:
– w przypadku mężczyzn – nie da się żyć z kobietami;
– w przypadku kobiet – nie idzie wytrzymać z samą sobą.

Otóż chcę wyprowadzić obie strony z błędu.

Kluczem do przyjęcia tego chaosu jest cykl menstruacyjny. Jest po to, byśmy swoje chaotyczne jestestwo wpasowały w jego ramy i w ten sposób ułatwiły sobie egzystencję na planecie zwanej Ziemią.

Podstawową sprawą jest go poznać i dowiedzieć się, jakie jesteśmy w jego poszczególnych etapach.
Drugą kwestią jest dopasowanie się do tego cyklu i życie w zgodzie z nim.

Oba zadania są niełatwe.

Tak, wymaga to uważności.
Tak, wymaga to cierpliwości.
Tak, wymaga to czułości.

To nie jest kara boska (choć różne opowieści mówią inaczej), tylko instrukcja obsługi chaosu.

Ale nic dziwnego, że nie czaimy, że to instrukcja obsługi nas samych, skoro pierwszy dzień pojawienia się jej w naszym życiu kojarzymy z czymś, co należy ukrywać i udawać, że nie występuje.

Niechęć do okresu przedstawia stopień naszej niechęci do własnej kobiecości.
Czy nie jest tak, że myślisz sobie czasem, że wolałabyś go nie mieć?
Czy nie jest tak, że gdy zbliża się ten dzień, to masz w swojej głowie 'o nie, znowu to samo’?

Powtarzanie tego co miesiąc, przez 30 lat jest zwyczajnie smutne.

Serio, przykro mi się robi, gdy rozmawiam z jakąś kobietą i słyszę, jak jest wycieńczona samym faktem posiadania comiesięcznej menstruacji. A gdy rozmowa odbywa się w trakcie TYCH dni, to generalnie mam do czynienia z wrakiem człowieka.

Owszem, to boli. Owszem, do najprzyjemniejszych odczuć pod słońcem to się nie zalicza. Ale życie jako całość nie należy do przyjemnych. Bywa przyjemne, ale przyjemne w całości nie jest. Przyjęcie bólu, a nie przeciwstawianie się mu, zmienia wiele. Uciekanie przed nim, usilne próby pozbycia się go, udawanie, że go nie ma i inne tego typu zagrywki sprawiają, że jest nam tak ciężko. Kombinujemy, jak przechytrzyć same siebie i być silne, gdy jesteśmy najwrażliwsze, najdelikatniejsze i najsłabsze.

Jestem w trakcie kursu prawa jazdy, więc wymyśliłam, że porównam nasz cykl menstruacyjny do jazdy samochodem 😀

Otóż:

FAZA I – POSTÓJ

Przyjęło się, że pierwszy dzień cyklu to ten, w którym rozpoczynamy miesiączkowanie. W tym czasie jesteśmy najsłabsze. Chwała tym, które potrafią to przed sobą przyznać i to przyjąć. Potrzeba nam wtedy ciepła, opieki, mamy ochotę leżeć i być masowane. Stoimy samochodem na parkingu i odpoczywamy.

FAZA II – JAZDA NA DWÓJCE

Po okresie powracamy do akcji. Nie jesteśmy jeszcze w pełni swoich możliwości, ale zaczynamy odzyskiwać siły. To, co miało się oczyścić – zostało oczyszczone. Rozpoczyna się pokonywanie mało skomplikowanych skrzyżowań i wjeżdżanie w zakręty. Jedziemy powoli i nabieramy wprawy do działania.

FAZA III – AUTOSTRADA

Mniej więcej czas owulacji. Niemożliwe staje się możliwe, każdą sprawę da się rozwiązać, a każdy mężczyzna, który się rusza, jest podniecający. Mamy pod kontrolą wszystko, co dzieje się na drodze i pokonujemy kolejne kilometry nie dbając o ograniczenia prędkości.

FAZA IV – ZWALNIANIE

Najtrudniejsza i najważniejsza z faz. Gdy nie zwolnimy odpowiednio wcześnie – jesteśmy zmuszone gwałtownie zahamować z powodu okresu i stajemy się sfrustrowane. Tak szybko i przyjemnie się jechało, a tu nagle trzeba zrobić postój, którego nie uwzględniłyśmy. Jest to czas, w którym warto skierować uwagę ku sobie i przygotować się na odpoczynek. Dużo jeść. Jeszcze więcej pić. Zająć się swoimi emocjami.

A tutaj mini grafika dla usystematyzowania:

Czy widzisz już https://schule-weiler.de/letter-r/index.html , że cykl pozwala nam dopasować swoje działania do swoich możliwości?
W całym tym kobiecym szaleństwie hormonalno – emocjonalnym kryje się metoda.
Poznaj ją i polub się z nią. Jest dla Ciebie.

Do momentu, w którym nie podeszłam do tematu świadomie i na swoich warunkach – miotałam się jak większość kobiet.
W okresie widziałam ból, rezygnację z wychodzenia z domu ze znajomymi, opóźnienia w treningach, przymusowe leżenie i cierpienie w samotności.
Po przemyśleniu sprawy zaczęłam organizować swoje życie w taki sposób, by czas okresu przeznaczać na przyjemności i odpoczynek. O ile lepiej czeka się na niego, gdy ma się z tyłu głowy świadomość, że to nie męczarnia, a jedzenie pyszności, masowanie brzuszka, oddychanie, czas medytacji i pielęgnowania w sobie łagodności.

Jak pewnie większości kobiet – mnie też zdarzały się zaburzenia miesiączkowania i bywało, że regularnie tego okresu nie miałam. Brak okresu to oznaka braku zdrowia. Jest wiele przyczyn takiego stanu rzeczy, ale najważniejszym z nich – według mnie – jest stres. Przez stres go nie ma, a gdy go nie ma – jest jeszcze więcej stresu. To bardzo trudne, by wyrwać się z tego błędnego koła. To praca nad emocjami, podejściem do swojego ciała, sposobem traktowania samej siebie.

Ale wiesz co?

To da się zrobić.


Odkąd znów go mam, to co miesiąc dziękuję, że jest.
Bądź wdzięczna, że jest.

Łagodność wysyłam,
Aga

P.S. Obiecany PDF:


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.