Opublikowano Dodaj komentarz

Jak odchodzi, to puść

Opowiem Ci historię o zmieniających się obrazach.


Byłam sobą.
Tylko tyle i aż tyle.

Radosna, zmienna, ciekawa, wrażliwa i krucha.

Lubiłam nowości, eksperymenty.
Lubiłam zmieniać swoje otoczenie, swoje zachowania, całe swoje życie.
Fascynowała mnie obfitość, którą na każdym kroku oferował mi świat.
W każdej chwili widziałam okazję do radości.

Nie kryłam się z tym. Nie uważałam, że powinnam się z tym kryć.
Przecież nie było żadnego powodu, by to robić.
Nie rozumiałam, dlaczego bliscy reagują na mnie z rezerwą albo wręcz niechęcią.


Dowiedziałam się o powodzie ich reakcji dopiero, gdy spotkałam swojego mistrza.

Każdy z nas ma takiego.
Pojawia się w życiu, kiedy zaczynamy podążać właściwą ścieżką.
Nie wcześniej i nie później.
Pojawia się wtedy, gdy wkraczamy na właściwą ścieżkę.


To on przekazał mi jedną ważną rzecz, która zawiera w sobie dwie istotne informacje.

Podobne przyciąga podobne – to jego słowa.

Dwa elementy, które nie są częścią tej samej układanki – nie będą do siebie pasowały.
Nie spotkają się.
Nic, co nie ma wspólnego choćby jednego małego pierwiastka – nie połączy się.
Dlatego ludzie, którymi się otaczałam, byli do mnie podobni.
Mieliśmy wspólne cechy, zainteresowania, marzenia i troski.

Kłopot pojawił się wtedy, gdy zaczęłam się zmieniać.
To pociągnęło za sobą drugą naukę, która wypływa ze słów mistrza.

Jeśli jeden element przestaje pasować do układanki, reszta to widzi.
Nigdy nie zostanie to obojętne.
Mając coraz mniej cech wspólnych – połączenie przerywa się.
Kiedy podjęłam decyzje inną niż wszystkie wcześniejsze – ludzie nieświadomie zaczęli wyczuwać zagrożenie z mojej strony.
Nie byłam taka sama.
Przestałam pasować do obrazu.

Doszedł do tego filtr dualizmu, który narzuca postawę – jeśli nie jesteś z nami, to przeciwko nam.


To nie pochodzi ze złej woli.
To ma źródło w lęku.

W gromadzie jest bezpiecznie, a tracąc jednego członka – gromada się pomniejsza.
Ludzie są zmuszeni do zmiany, a że zmiana naturalnie kojarzy się z ryzykiem – zaczynają się zastanawiać, co było tego przyczyną.
Szukają winnych.
Być może odczuwają żal i formą obrony przed wewnętrznym bólem jest atak.
W ten sposób odwraca się od niego uwagę.
W ten sposób sprawia się, że nie tylko mnie boli.

Niech innych też będzie bolało. Wtedy mnie będzie lżej.


Ukrywa się to pod takimi zdaniami:
nie poznaję cię,
kiedyś byłaś inna,
co się z tobą stało,
kiedyś wspomnisz moje słowa,
odbiło ci, przestań wymyślać,
nie byłabym tego taka pewna,
a co zrobisz, jak ci się nie uda…

I wiele innych.


Po słowach mistrza zrozumiałam, że następnym razem…
Nie będę bać się zmiany.

Będę radosna, zmienna, ciekawa, wrażliwa i krucha.

Będę wiedzieć, że podobne przyciąga podobne.


Ludzie odejdą, bo zacznę tworzyć inny obraz niż oni.
Ale nie obawiam się, że istnieje tylko jedna układanka.

Są ich tysiące.

A kiedy moje kolory znów zmienią odcień – kolejny raz znajdę osoby, z którymi, choćby na chwilę – stworzę piękny obraz.


Ślę moc radości!
Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.