Opublikowano Dodaj komentarz

JAK TWORZYŁAM PODKAST? Dla tych, którzy chcą wiedzieć, jak to wygląda od kuchni

Dziś piszę tekst głównie dla siebie, ale publikuję go, ponieważ może kiedyś znajdzie się gdzieś taka istota, która również na nim skorzysta. Będzie o tworzeniu podkastu, za co zabrałam się w grudniu tamtego roku, czyli cały projekt trwał 7-8 miesięcy.

Czytania będzie sporo, bo opowiem o WSZYSTKIM (może nie o wszystkim, bo jeśli miałabym pisać o tym, że miałam dylemat jaki kolor grafiki dopasować do danej karty, to byśmy oboje tego nie przeżyli – ja pisząc, a Ty czytając).


CO TO BYŁO?


Podkast nazwałam Po drugiej stronie pomarańczy i opowiedziałam w nim o symbolach na kartach Wielkich Arkan w tarocie.

Skąd przyszła mi do głowy ta nazwa?

Pewnego grudniowego wieczoru zobaczyłam na blacie w kuchni pomarańczę (pewnie spodziewaliście się bardziej magicznej historii). To był czas, kiedy zorientowałam się, że lubię kontrast koloru pomarańczowego zestawionego z odcieniem czerni, więc zrobiłam owej pomarańczy zdjęcie. Później bawiłam się jego obróbką i w trakcie całego procesu przyszła mi do głowy nazwa Po drugiej stronie pomarańczy (światło padało w ten sposób na owoc, że odbijał się on na blacie). Zaczęłam tę nazwę umieszczać na fotografii i po uznaniu, że wygląda spoko, zamknęłam program, wyłączyłam komputer i poszłam spać.

Skąd pomysł na serię?

Praktycznie cały grudzień tworzyłam mapy myśli odnośnie każdego wielkiego arkanu w tarocie, ponieważ chciałam stworzyć w internecie serię nauki symboli na tych kartach. Nie wiedziałam, jaką formę przybierze ten pomysł, ale gromadziłam informacje. W ten sposób stworzyłam 22 mapy myśli, które zawierały opis każdego symbolu na ilustracji (korzystałam ze słownika symboli), numeru karty (wiedza zaczerpnięta z numerologii), nazwy karty (definicje ze słownika języka polskiego) oraz porównywałam każdy arkan do innych i zapisywałam wnioski.

Screen z takiej mapy:

Co powstało z połączenia obu powyżej?

Po rozpisaniu takich map stwierdziłam, że najlepszym sposobem na przekazanie mojej wiedzy jest format mówiony i wpadłam na pomysł podkastu. Szybko zorientowałam się, że nazwę i okładkę do swoich odcinków już mam. Nie miałam jednak żadnych kompetencji co do nagrywania i publikowania w ten sposób swoich treści.


PO CO TO BYŁO?


Cel tego projektu.
Wychodzę z założenia, że miał on służyć zarówno mnie jak i ludziom, ale każdemu z nas w inny sposób.

Ludziom, czyli Wam, czyli wszystkim tym, którzy interesują się kartami, chciałam przekazać spojrzenie na symbole w sposób łatwy, czasami zabawny i przede wszystkim praktyczny oraz otwierający na własne skojarzenia.
Ja z kolei chciałam się nauczyć nowego formatu i rozwinąć swoje umiejętności działania w internecie.

Udało się.
Zarówno spotkałam się z pozytywnymi komentarzami na temat sposobu przedstawienia tematu kart jak i sama po drodze nauczyłam się ogromu nowych rzeczy. Od jako takiej obróbki dźwiękowej typu usuwanie szumu z nagrania po ukończenie kursów graficznych, dzięki którym mogłam odnaleźć swój styl tworzenia postów na Instagramie.


JAK WYGLĄDAŁA MOJA PRACA?


Całość mojej pracy skróciłam w formie rolki na Instagramie (która była moim projektem końcowym na kursie graficznym). Oto czym się zajmowałam:
– wcześniej wspomniane tworzenie map myśli (w tym research o kartach)
– pisanie scenariuszy na ich podstawie
– nagrywanie i obróbka dźwiękowa
– tworzenie opisów i grafik do każdego odcinka
– publikacja treści na blogu, Instagramie, Spotify oraz Youtube
– projektowanie tablic znaczeń, które były uzupełnieniem wiedzy z podkastu

Zakładałam, że będę wypuszczać jeden odcinek tygodniowo (raj dla perfekcjonistów), natomiast skończyło się na tym, że zdarzyło się wypuścić dwa w tygodniu w ramach nadrobienia zaległości, a pod koniec serii nagrałam dwa razy w miesiącu zamiast czterech, przez co nie zmieściłam się w planowanym czasie realizacji. Czy przyczyniło się to w jakiś sposób do jakiegokolwiek pogorszenia sprawy? Nie. W zamian za to przyczyniło się do przekonania mnie, że odcinek jest fajniejszy, jeśli nagrywam go zdrowa, wesoła, pełna zapału i energii. Seria miała zamknąć się pod koniec czerwca, a skończyłam w pierwszych dniach lipca. Wszyscy żyją.


CZEGO NAUCZYŁAM SIĘ PO DRODZE?


Technicznie:

Jak nagrać swój głos?
Warto wspomnieć, że o dźwięku nie wiedziałam nic oprócz tego, że chcę, by mnie słyszano. Uczyłam się programu do obróbki dźwięku od podstaw i choć używam tak naprawdę tylko trzech narzędzi z całej palety jego możliwości, to jestem dumna, że potrafię to robić.

Platforma do publikacji podkastu?
Chcąc nagrywać podkast musiałam nauczyć się, jak można go publikować. O ile wgrywanie filmów na Yt nie było zbyt skomplikowane, tak ze Spotifajami było nieco trudniej.

Grafiki do odcinków?
Nasz świat oparty jest na komunikacji obrazami. Nie muszę mówić, że przekazy pozawerbalne są w odbiorze przeważające aniżeli te werbalne. Obraz mówi więcej i szybciej niż słowo. Na tym zresztą opiera się język tarota i dlatego właśnie nim zdecydowałam się zajmować w swoim życiu. Odkąd pamiętam, kochałam sztukę wizualną.
Podczas publikowania postów na Instagramie, że wrzuciłam nowy odcinek do cyberprzestrzeni, męczyłam się niesamowicie faktem, że nie mam wyrobionego stylu tworzenia grafik. Można to zresztą zobaczyć scrollując mój feed, bo jest tam kolorowo jak na odpuście. Każda nowa grafika była krokiem w stronę wyrobienia swojego stylu, który w tym momencie mogę powiedzieć, że określiłam i od tej pory można spodziewać się konkretnych barw, kształtów i kompozycji na moim profilu. Denerwowało mnie to arcymegabardzo, dlatego zdecydowałam się kupić kilka kursów graficznych i cieszę się z tego, bo widzę dzięki nim swój progres.

Życiowo:

Najwięcej dzieje się przed
Nagrywanie, publikowanie, pisanie etc to naprawdę najmniejsza część pracy twórczej. To, co musi zadziać się w głowie dużo wcześniej i to, jaką wizję trzeba mieć przed oczami jest dużo bardziej angażujące, wyczerpujące, wymagające dużo więcej czasu i cierpliwości.

Najtrudniej jest zacząć
Podczas nagrywania pierwszego odcinka byłam mega sztywna i przeżywałam go przez kolejne dwa dni nie wiedząc co się ze mną dzieje, a ostatni nagrywałam w przerwie pomiędzy obiadem a praniem. Rada dla mnie w przyszłości: WSZYSTKO na początku jest trudne. Ale to NIE jest trudne.

Najlepiej zaufać kreatywności
Zdarzały się momenty, kiedy chciałam robić coś na siłę lub dlatego, że tak powinno się robić. Dupa z tego. Za cokolwiek się nie wezmę – nie jest to dobre, jeśli sama tego nie czuję i jeśli mnie pierwszej nie sprawia to radości i nie wypływa z poziomu mojej potrzeby ekspresji. Doszło do tego, że w podkaście śpiewałam. Czasem się wygłupiałam, a czasem mówiłam całkiem serio. Czasami podchodziłam do odcinka bardzo rzeczowo, a czasami odcinek opierał się na jakiejś historii a nie opisie karty. Patrząc wstecz (na serię samouczka Wielkich Arkan na blogu i serię podkastu) stwierdzam, że moje życie przejawiało w sobie zdarzenia z arkanu, który w danej chwili opisywałam. To było super wzbogacające i nie wiem na czym to polega, ale jestem ciekawa, co będzie się działo, kiedy wezmę się za Arkana Małe.


CO BYŁO WAŻNE?


Progres, nie perfekcja.

Moja frajda podczas tworzenia.

Inwestowanie w swoje umiejętności.

Opublikowano Dodaj komentarz

Potrzebuję więzi i zapewnienia, że jestem w porządku

Napiszę dziś o samotności i poczuciu niedopasowania.
Nie po to, byś dowiedziała się, jak pozbywać się tych odczuć, ale po to, byś wiedziała, dokąd chcą Cię poprowadzić.


SAMOTNOŚĆ

Samotność.
Samotność.
Samotność.

Stan, który na dłuższą metę jest nie do udźwignięcia przez żadnego człowieka.
Stan, przed którym uciekamy.
Ale…dokąd?
Przecież ucieczka nie ma celu.
Ucieczka to jedynie próba zapomnienia o czymś trudnym, nieprzyjemnym. Próba zagłuszenia tego, co krzyczące. Samotność jest trudna i nieprzyjemna. Jest niebezpieczna. Kierując wzrok w jej stronę – zaczyna nas ogarniać coraz większa pustka. Nie patrz jej w oczy. Wyciągnij z niej to, co chce Ci przekazać i skieruj wzrok w inną stronę. Kieruj go tam, skąd słychać szept „tędy”. Samotność odgrywa bardzo ważną rolę, bo mówi „to nie tutaj”.

Ludzie ganiają za sobą w pragnieniu ucieczki od samotności, a i tak nie znajdują ukojenia. Pozostaje w nich poczucie niedopasowania. Bo przeciwieństwem samotności nie jest towarzystwo.
Przeciwieństwem samotności jest przynależność.


CZŁOWIEK I POTRZEBA PRZYNALEŻNOŚCI

W moim świecie każdy człowiek ma w sobie cząstkę, która wie, gdzie znajduje się jej dom. Dom, to nie miejsce, lecz stan – tak śpiewa Nosowska w piosence Piersi ćwierć.
Później dopowiada, że jest bezdomna.
I tak sobie myślę, że spotykam w swoim życiu wiele bezdomnych ludzi. Sama nazwałabym się bezdomną jeszcze do pewnego czasu wstecz.
Wyobrażam sobie, że cząstka, o której wspomniałam, w pewnym momencie naszego życia nakazuje udać się na wyprawę do wnętrza siebie, by na podstawie tego, co tam znajdziemy, móc wskazać, co jest naszym domem, a co jedynie jest nim nazwane.

Dom to stan, w którym mamy głębokie poczucie przynależności. Potrzeba przynależności to coś więcej, niż powiedzenie, że człowiek to stadne zwierzę. Nie wystarczy żyć wśród ludzi. Nie wystarczy należeć do grupy. Gdyby tak było – nikt nie czułby się zagubiony, samotny oraz nie taki, jak trzeba, bo każdy z nas jest częścią większej społeczności. Dążenie człowieka do przynależności to coś więcej, niż potrzeba, by czasem z kimś pogadać, wypić soczek czy wyjść na spacer.
To nie o to chodzi.
Gdzieś tam głębiej, pod spodem, w którejś warstwie z kolei łakniemy poczucia ważności, zrozumienia, akceptacji i zapewnienia, że jesteśmy w porządku; że to, jacy jesteśmy, jest ludzkie, jest wyjątkowe i w tym samym stopniu zwyczajne.
Przynależność możemy poczuć w miejscach, które wywołują w nas wyjątkowo intensywne odczucia lub przy osobach, które są do nas podobne. Ale znów – to nie zasługa miejsc ani osób. To kontakt w zewnętrznym świecie z tym, co bliskie temu, co znajduje się w naszych sercach. Z czasem, gdy przebywamy w takim środowisku, zrzucamy z siebie kilogramy nieprawdy i stajemy się coraz bardziej sobą. Przestajemy myśleć, że coś jest z nami nie tak, bo otoczenie funkcjonuje w tej samej częstotliwości, co nasze serca.

Na czym więc polega trudność? Czemu tak łatwo przychodzi poddanie się, chylenie głowy i niewiara w to, że można być tam, gdzie nasz dom?

Odpowiedzią na te pytania jest zwątpienie w to, że warto.
Bowiem gdy coś jest cenne – pragniemy za tym podążać;
gdy coś jest ważne – zajmuje nasze myśli;
gdy coś jest wysoko w naszej hierarchii wartości – angażujemy w to swój czas.
Poznawanie siebie i tworzenie swojej przestrzeni musi być dla nas czymś cennym, ważnym i wartościowym, by móc kiedyś powiedzieć „jestem w domu„.

Droga do niego bywa daleka. Kręta. Nieoznakowana.
Możesz odczuwać zmęczenie, ból, wściekłość.
Ale wiesz, co powiesz na jej końcu?
„Kurwa, warto było.”


Z radością,
Aga

Opublikowano Dodaj komentarz

Czego Ci trzeba, by żyć po swojemu?

Dziś o odwadze.
Na początku opowiem o narodzinach małych bobasów; potem o tym, co one mają wspólnego z życiem w pełnym tego słowa znaczeniu; następnie dojdziesz do wniosku, że trafnie opisałam pojęcie odwagi i trzeba mi polać.

Żartuję oczywiście. To brzmi bez sensu.
.
.
.
.
.
Albo i nie.

SKĄD ROZKMINA PRZYSZŁA

Kilka dni temu poznałam bardzo mądrego Człowieka, który powiedział mi, że śmierć jest bardziej uniwersalna niż życie, bowiem każdy kiedyś umrze, lecz nie każdy za życia żyje.
Ta wypowiedź skłoniła mnie do refleksji nad tym, w jaki sposób można odróżnić tych, którzy żyją w swoim życiu tak na serio serio, prawdziwie. Efektem owej refleksji jest ten tekst.

HISTORIA NARODZIN CZŁOWIEKA

Wyobraź sobie bobasa w brzuchu kobiety. Taki bobas przed narodzinami ma w całości zapewniony byt – jest mu ciepło, wygodnie, ma co jeść i tak dalej – jednym słowem bomba. Jednak życie ma to do siebie, że nigdy nie staje w miejscu. Czas upływa. Dziecko w otaczającym go środowisku rośnie. W pewnym momencie panujące w kobiecym łonie warunki stają się dla niego niewystarczające. Musi je opuścić. A to wiąże się z bólem. Z ryzykiem. Z nieznanym.

HISTORIA NARODZIN ODWAGI

Wyobraź sobie siebie w miejscu, w którym byłaś 2,3,5,10 lat temu. Na pewno przez pewien okres było tak, że Twoje dni były w miarę powtarzalne, a Twoja ogólna sytuacja życiowa w miarę ustabilizowana. Wszystko było okej. Jednak życie ma to do siebie, że nigdy nie staje w miejscu. Czas upływał. Wzrastałaś w otaczającym Cię środowisku. Przeżywane historie wzbogacały Cię i wrzucały kolejne doświadczenia do Twojego życiowego plecaka. W pewnym momencie panujące wokoło warunki stały się dla Ciebie niewystarczające. Jeśli zorientowałaś się odpowiednio wcześnie, że należy wykonać krok w nieznane i odważyć się na zmianę – lucky you. Jeśli jednak pomimo uczucia, które można porównać do klaustrofobii, że Twoje dotychczasowe życie to za mało – nie zdobyłaś się na odwagę i nie podjęłaś żadnej nowej decyzji, to bardzo możliwe, że wszystko nagle – przepraszam za słowo – pierdolnęło samo. Albo pierdoli się do dziś, a Ty nadal udajesz, że nie wiesz, że pora coś zmienić.

Teraz już powinnaś czaić metaforę.

Dziecko, które zbyt długo przebywa w łonie matki – zaczyna umierać.
Dorośli ludzie umierają wewnętrznie, gdy nie zdobywają się na odwagę, by zareagować na wołanie życia, że pora iść dalej.
Bo czasem wszystko, co wydarza się dookoła, jest już za małe. Kolejne dni są tylko kalką z setek poprzednich. Zdrowym objawem w takiej sytuacji jest tęsknota za świeżym powietrzem, za samodzielnym oddechem, za podniesieniem powiek i ujrzeniem świata w nowej odsłonie.
Tak jak bobas, który dopiero co opuścił brzuch swojej rodzicielki.

CO TO JEST ODWAGA

(Na moment zostawiam metaforę bobasa, ale spokojnie – na końcu jeszcze do niej wrócę, bo jest przecudowna i jestem z niej dumna.)

Odwaga to takie patetyczne hasło, które częściej kojarzy się z wyjściem solo w kierunku grupy dresów na osiedlu, niż z wewnętrznymi procesami, które zachodzą w naszych sercach i umysłach. A z odwagą mamy do czynienia częściej, niż mogłoby się wydawać. Moją osobistą definicją odwagi jest zachowanie, którego rezultat może przyczynić się do (choćby minimalnego) zaburzenia naszej równowagi emocjonalnej.

Powiedzieć prawdę i narazić się na kłótnię? Przecież jak skłamię, to przynajmniej nikt na nikogo nie będzie się obrażał.

Okazać mu miłość? Przecież dopóki nie będę pewna, że ją odwzajemni – nie będę się narażać.

Pokazać, że mnie to zabolało? Przecież uznają, że nie znam się na żartach i wyjdę na idiotkę.

Widzisz, to nie chodzi o to, że odwagą jest rzucić wszystko i wyjechać do Ciechocinka.

Odwagą jest powiedzieć prawdę, gdy kłamstwo nasuwa się do głowy.
Odwagą jest poczuć miłość, gdy nie ma żadnej gwarancji, że ktoś ją odwzajemni.
Odwagą jest pokazać prawdziwą siebie bez względu na wszystko.

Odwaga to ten komponent, który pozwala działać POMIMO lęku. To nie włącza się automatycznie.
Odwaga to świadome podjęcie decyzji mimo tego, że cały nasz organizm protestuje i chce pozostać przy swoim. To przynosi ból.
Odwaga to akceptacja tego, że nie wiadomo, co będzie dalej. To również zgoda na to, że może się nie udać.

A z tym, cholera, czasem jest trudno.

Tak trudno jest zaakceptować fakt, że coś może nie wyjść.
Wtedy będzie trzeba zbierać się z gruzu i szukać nowej przestrzeni na dalsze życie.
Nikt nie lubi zbierać gruzu.
Zbieranie gruzu oznacza, że wysiłek i czas przeznaczony na budowanie czegoś od podstaw nie przyniósł pożądanych rezultatów.

Taka perspektywa sprawia, że większość z nas przestaje podejmować działanie, bo coś może nie wyjść; bo się więcej nie opłaca.
Ale równie często nie opłaca się, ale warto – nawet ze świadomością, że nie wyjdzie – czasami naprawdę warto.
Zbyt mocno jesteśmy przywiązani do rezultatów; pomijamy przeżycia po drodze, które być może są trudne, ale coś głęboko we mnie nie przestaje wierzyć, że są w równym stopniu piękne.

Bo prawdziwe.

To umiejętność zdobycia się na odwagę determinuje to, czy żyjemy prawdziwie. A to wiąże się z bólem. Z ryzykiem. Z nieznanym.

Powracam do akcji z bobasem:

Nie czekaj.
Zacznij działać inaczej i weź odważnie swój pierwszy oddech.
Z początku będziesz wrzeszczeć.
A potem zakochasz się w życiu i zaufasz, bo przekonasz się, że dałaś radę.

Radość wysyłam,
Aga

Opublikowano Dodaj komentarz

Za gruba dla chudych, a dla grubych za chuda

Poprzedni wpis z mojego autorskiego projektu W barwach kobiecości (link do niego znajdziesz tutaj) był o okresie, a w dzisiejszym – ostatnim z tej serii – kontynuujemy temat ciała i będzie o kompleksach.

Kocham się w twórczości Kaśki Nosowskiej, dlatego pozwoliłam sobie zatytułować ten wpis fragmentem jej tekstu z piosenki Cudzoziemka w raju kobiet.




niepożądane cyferki na wadze
za duży tyłek
zbyt płaski tyłek
za szerokie uda
żylaki
krzywe kolana
za krótkie nogi
zbyt duże stopy
krzywe palce
cellulit
więcej cellulitu, niż przypuszczałaś
brak szpary między udami
grube łydki
rozstępy
jeszcze więcej rozstępów
włos wyrastający z pieprzyka
odstający brzuch
niekobieca sylwetka
zbyt wysoka sylwetka
za niska sylwetka
zbyt okrągła sylwetka
za chuda sylwetka
zbyt małe wcięcie w talii
za małe piersi
za duże piersi
nieodpowiedni kształt piersi
grube ramiona
za duży nos
za wysokie czoło
wąsik
niespodziewane wypryski na twarzy
za małe usta
za jasne rzęsy
worki pod oczami
zbyt krzaczaste brwi
dziwny kształt głowy
krzywe zęby
włosy proste jak druty
siwe włosy
włosy nie do okiełznania
za dużo włosów na ciele
za mało włosów na głowie


Masz już swoje?
Świetnie.

Jak Ci z nimi?
Niewygodnie?

Co czujesz, kiedy o nich myślisz?
Złość, żal, smutek, wstręt, odrazę, nienawiść?

Zauważ, że większość kompleksów skonstruowanych jest na podstawie Twojej opinii, że coś jest zbyt (małe, duże, niskie, płaskie itd.) i przez to uważasz, że jest nie takie, jak trzeba.

Jest to Twoja opinia na temat Twojego ciała w porównaniu do…
– Twojego wyobrażenia, jak powinna wyglądać kobieta?
– jakiejś kobiety, którą znasz i podoba Ci się jej sylwetka?
– większości postaci z reklam i mediów?

Twoje przekonanie o tym, że jakaś część Twojego ciała jest niewłaściwa sprawia, że nie pałasz do niej sympatią oraz pojawiają się w Tobie niezbyt przyjemne emocje i uczucia względem samej siebie.
Czujesz się źle ze sobą.
W dłuższej perspektywie nie przynosi to nic dobrego.

Moim celem nie jest sprawienie, że zaczniesz sztucznie uważać za najpiękniejsze te części swojego ciała, które Ci się nie podobają.
Wolę skupić się na tym, byś poczuła się dobrze z tym, co jest.

Bo co złego jest w tym, że Ci się nie podobają?

Podpowiem Ci.

Nic.
Absolutnie nic.

Mogą Ci się nie podobać i możesz czuć się z tym okej.

To Twoje wymaganie wobec samej siebie, żeby wszystko było właściwe i idealne sprawia, że nie akceptujesz tego, że może Ci się w sobie coś nie podobać.
Niech Ci się nie podoba.
Jak coś według Ciebie jest brzydkie, to niech takie będzie.
Tylko nie dziw się, że dla kogoś innego jest spoko i nie widzi w tym nic nieładnego. A już absolutnie temu nie zaprzeczaj i nie obwieszczaj całemu światu, że masz najgorsze (na przykład) nogi na całym globie.

Chodzi mi jedynie o to, by do Ciebie dotarło, że masz ładne i brzydkie (według Twojego gustu) części swojego ciała.
I to jest okej.

Masz płaski tyłek?
Spoko.

Permanentną szopę na głowie?
Nie jesteś jedyna.

Rozstępy na piersiach?
Zdarza się.

Jeśli dla Ciebie to nie jest ładne, to zaakceptuj swoją opinię i żyj z tym dalej.
Możesz być gdzieniegdzie brzydka dla samej siebie.
To nie kwestia tego, że musisz w sobie coś zmieniać.

A na koniec mądre słowa mojej mądrej Siostry:
jeśli myślisz, że jest z Tobą aż tak źle, to pamiętaj, że to tylko Twoja perspektywa.


Radość wysyłam!
Aga


Opublikowano Jeden komentarz

Jak radzić sobie z trudnościami?

Jest ciepłe, letnie popołudnie. Jesteś w swoim domu. Siedzisz wygodnie w fotelu i czytasz książkę pod tytułem Moje życie. Pochłania Cię historia jej głównego bohatera. Żyjesz nią. Wczuwasz się.

Nagle słyszysz pukanie do drzwi.
Odczuwasz dezorientację. Ten dźwięk wybija Cię z rytmu, ale wiesz dokładnie https://italoptik.com/yelnac/index.html , kto stoi po drugiej stronie i czeka na Twoją reakcję.
To Trudność, więc udajesz, że Cię nie ma.
Puka drugi raz, trzeci, dziesiąty. Przestajesz udawać.
Odrywasz się od swojego zajęcia. Otwierasz drzwi i patrzysz niechętnie.
Nie pierwszy raz ją widzisz.

Wchodzi bez pytania.
W bezruchu przyglądasz się kilka chwil na postać, na widok której na Twojej twarzy nie pojawia się uśmiech. Nie masz w sobie akceptacji na jej obecność w Twoim domu.
Milczysz i udajesz, że nie przyszła do Ciebie.
Wracasz do lektury książki i próbujesz na powrót przeżywać losy głównego bohatera.
Trudność siada obok i patrzy na to, co robisz.
Dekoncentrujesz się.
Szukasz innego zajęcia. Nie chcesz zwracać na nią uwagi. Odwracasz wzrok.
Boisz się.
Męczysz. Nie znajdujesz dla siebie miejsca.
Pogoda przestaje wprawiać Cię w dobry nastrój. Drzewa poddają się silnym podmuchom wiatru. Za oknem widnieje szary krajobraz, a jego widok przerywany jest przez krople deszczu.

Dzieje się tak przez jakiś czas.
Dzieje się tak, bo nie pamiętasz.
Ciągle zapominasz.
Gubisz gdzieś po drodze historię o tym, że Trudność przychodzi tylko na chwilę.
Przychodzi tylko w jednym celu – po to, by spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć, kto zapuka do Ciebie kolejnego dnia, a potem znika.
Gdy tylko zaprosisz ją do rozmowy, podpowie Ci, kogo zapowiada.
I gdy kolejny raz usłyszysz pukanie, otworzysz swoje drzwi i na stałe zamieszka u Ciebie Zmiana.

Zatem spójrz na swoją Trudność.
Usłysz, kogo zapowiada.
I otwórz temu drzwi.

Po pewnym czasie odwrócisz głowę w stronę przeszłości i podziękujesz w myślach za to, że w pewien letni, ciepły dzień, zapukała do Ciebie.

Niechciana.
Lecz w równym stopniu potrzebna.

Opublikowano Dodaj komentarz

Jak przetrwać okres?

Okres, miesiączka, męka, cierpienie, agonia – są różne nazwy na to samo zjawisko.

Niech Cię nie myli tytuł – nie chodzi o to, jak przetrwać TE dni. One nie są po to, by je przetrwać, potem zapomnieć o incydencie i żyć szczęśliwie przez kolejne fazy cyklu.
One są dla Ciebie.

Tak, wiem, trudno uwierzyć, ale to prawda.

Jest to tekst skonstruowany w ramach mojego autorskiego projektu W barwach kobiecości (link do poprzedniego wpisu znajdziesz tutaj), a dziś skupię się na tym, co przydarza nam się raz w miesiącu.

Pierwsza miesiączka to metaforyczne pierwsze 'zderzenie’ się z faktem, że jest się kobietą. Hormony zaczynają pracować w określonym trybie i ten tryb odzwierciedla długość całego cyklu. W jego poszczególnych etapach możemy zaobserwować różne 'wersje’ siebie, ale o tym zaraz.
Najpierw chcę jeszcze napisać o tym, jak ten pierwszy kontakt z własną krwią menstruacyjną ma wpływ na podejście do swojej kobiecości.

Pamiętasz swój pierwszy okres?
Jaka była Twoja reakcja?

W moim przypadku to był szok i niepokój, no bo heloł – zobaczyłam krew. (Mała ciekawostka biologiczna – menstruacja jest jedynym krwawieniem w przyrodzie, które nie występuje na skutek zranienia – koniec ciekawostki).

Kolejne, ciekawsze pytanie – jaka była reakcja Twojego otoczenia?

W moim przypadku kitranie się w podstawówce z podpaskami po kieszeniach stało się comiesięcznym obrządkiem, no bo to wstydliwe i nikt o tym nie może wiedzieć. Pamiętam, jak powiedziałam swojemu ówczesnemu chłopakowi, że mam okres i totalnie zaorałam gościa – nie wiedział, jak się pozbierać po tej informacji. W sumie, to mu się nie dziwię, bo w tamtym wieku siedzenie w ławce z dziewczyną było aktem odwagi i przełamaniem swojej dziecięcej odrazy do płci przeciwnej. Ale wiadomość od niewiasty, że spomiędzy jej nóg wypływa krew – to już za wiele, ohyda na maxa.

Mentalnie przytulam tamtą małą nieświadomą mnie, która nie uważała, że to coś naturalnego i zdrowego.

Umówmy się – kobiety to chaos.
Zagadka, tajemnica, nieznane przestrzenie. Możemy siebie poznawać i eksplorować swoje wnętrze przez lata i odnajdywać coraz to nowe warstwy naszej egzystencji, a całości w ogóle nie rozumieć. To nie ma końca i nie da się tego objąć racjonalnym umysłem.
W momencie uświadomienia sobie tego faktu można stwierdzić, że:
– w przypadku mężczyzn – nie da się żyć z kobietami;
– w przypadku kobiet – nie idzie wytrzymać z samą sobą.

Otóż chcę wyprowadzić obie strony z błędu.

Kluczem do przyjęcia tego chaosu jest cykl menstruacyjny. Jest po to, byśmy swoje chaotyczne jestestwo wpasowały w jego ramy i w ten sposób ułatwiły sobie egzystencję na planecie zwanej Ziemią.

Podstawową sprawą jest go poznać i dowiedzieć się, jakie jesteśmy w jego poszczególnych etapach.
Drugą kwestią jest dopasowanie się do tego cyklu i życie w zgodzie z nim.

Oba zadania są niełatwe.

Tak, wymaga to uważności.
Tak, wymaga to cierpliwości.
Tak, wymaga to czułości.

To nie jest kara boska (choć różne opowieści mówią inaczej), tylko instrukcja obsługi chaosu.

Ale nic dziwnego, że nie czaimy, że to instrukcja obsługi nas samych, skoro pierwszy dzień pojawienia się jej w naszym życiu kojarzymy z czymś, co należy ukrywać i udawać, że nie występuje.

Niechęć do okresu przedstawia stopień naszej niechęci do własnej kobiecości.
Czy nie jest tak, że myślisz sobie czasem, że wolałabyś go nie mieć?
Czy nie jest tak, że gdy zbliża się ten dzień, to masz w swojej głowie 'o nie, znowu to samo’?

Powtarzanie tego co miesiąc, przez 30 lat jest zwyczajnie smutne.

Serio, przykro mi się robi, gdy rozmawiam z jakąś kobietą i słyszę, jak jest wycieńczona samym faktem posiadania comiesięcznej menstruacji. A gdy rozmowa odbywa się w trakcie TYCH dni, to generalnie mam do czynienia z wrakiem człowieka.

Owszem, to boli. Owszem, do najprzyjemniejszych odczuć pod słońcem to się nie zalicza. Ale życie jako całość nie należy do przyjemnych. Bywa przyjemne, ale przyjemne w całości nie jest. Przyjęcie bólu, a nie przeciwstawianie się mu, zmienia wiele. Uciekanie przed nim, usilne próby pozbycia się go, udawanie, że go nie ma i inne tego typu zagrywki sprawiają, że jest nam tak ciężko. Kombinujemy, jak przechytrzyć same siebie i być silne, gdy jesteśmy najwrażliwsze, najdelikatniejsze i najsłabsze.

Jestem w trakcie kursu prawa jazdy, więc wymyśliłam, że porównam nasz cykl menstruacyjny do jazdy samochodem 😀

Otóż:

FAZA I – POSTÓJ

Przyjęło się, że pierwszy dzień cyklu to ten, w którym rozpoczynamy miesiączkowanie. W tym czasie jesteśmy najsłabsze. Chwała tym, które potrafią to przed sobą przyznać i to przyjąć. Potrzeba nam wtedy ciepła, opieki, mamy ochotę leżeć i być masowane. Stoimy samochodem na parkingu i odpoczywamy.

FAZA II – JAZDA NA DWÓJCE

Po okresie powracamy do akcji. Nie jesteśmy jeszcze w pełni swoich możliwości, ale zaczynamy odzyskiwać siły. To, co miało się oczyścić – zostało oczyszczone. Rozpoczyna się pokonywanie mało skomplikowanych skrzyżowań i wjeżdżanie w zakręty. Jedziemy powoli i nabieramy wprawy do działania.

FAZA III – AUTOSTRADA

Mniej więcej czas owulacji. Niemożliwe staje się możliwe, każdą sprawę da się rozwiązać, a każdy mężczyzna, który się rusza, jest podniecający. Mamy pod kontrolą wszystko, co dzieje się na drodze i pokonujemy kolejne kilometry nie dbając o ograniczenia prędkości.

FAZA IV – ZWALNIANIE

Najtrudniejsza i najważniejsza z faz. Gdy nie zwolnimy odpowiednio wcześnie – jesteśmy zmuszone gwałtownie zahamować z powodu okresu i stajemy się sfrustrowane. Tak szybko i przyjemnie się jechało, a tu nagle trzeba zrobić postój, którego nie uwzględniłyśmy. Jest to czas, w którym warto skierować uwagę ku sobie i przygotować się na odpoczynek. Dużo jeść. Jeszcze więcej pić. Zająć się swoimi emocjami.

A tutaj mini grafika dla usystematyzowania:

Czy widzisz już https://schule-weiler.de/letter-r/index.html , że cykl pozwala nam dopasować swoje działania do swoich możliwości?
W całym tym kobiecym szaleństwie hormonalno – emocjonalnym kryje się metoda.
Poznaj ją i polub się z nią. Jest dla Ciebie.

Do momentu, w którym nie podeszłam do tematu świadomie i na swoich warunkach – miotałam się jak większość kobiet.
W okresie widziałam ból, rezygnację z wychodzenia z domu ze znajomymi, opóźnienia w treningach, przymusowe leżenie i cierpienie w samotności.
Po przemyśleniu sprawy zaczęłam organizować swoje życie w taki sposób, by czas okresu przeznaczać na przyjemności i odpoczynek. O ile lepiej czeka się na niego, gdy ma się z tyłu głowy świadomość, że to nie męczarnia, a jedzenie pyszności, masowanie brzuszka, oddychanie, czas medytacji i pielęgnowania w sobie łagodności.

Jak pewnie większości kobiet – mnie też zdarzały się zaburzenia miesiączkowania i bywało, że regularnie tego okresu nie miałam. Brak okresu to oznaka braku zdrowia. Jest wiele przyczyn takiego stanu rzeczy, ale najważniejszym z nich – według mnie – jest stres. Przez stres go nie ma, a gdy go nie ma – jest jeszcze więcej stresu. To bardzo trudne, by wyrwać się z tego błędnego koła. To praca nad emocjami, podejściem do swojego ciała, sposobem traktowania samej siebie.

Ale wiesz co?

To da się zrobić.


Odkąd znów go mam, to co miesiąc dziękuję, że jest.
Bądź wdzięczna, że jest.

Łagodność wysyłam,
Aga

P.S. Obiecany PDF:


Opublikowano Jeden komentarz

Kiedy kobieta się pali?

Tytuł powinien brzmieć Kiedy kobieta się wypala?, ale wtedy nie byłoby śmiesznie.

Jest to tekst skonstruowany w ramach serii W barwach kobiecości (link do poprzedniego wpisu znajdziesz tutaj) i będę dziś pisać o tym, co zrobić, by czuć się kobieco, bo wbrew pozorom będąc kobietą nie codziennie odczuwa się ten fakt.

Co zatem czyni kobietę kobietą?
Czerwona sukienka, czerwone szpilki i czerwona szminka.

Kurtyna.

(Chociaż niektóre z Was mogą stwierdzić, że czerwień jest monotematyczna i w powyższej stylizacji pasowałby akcent innego koloru).

Mniejsza z tym.


MOJA DEFINICJA KOBIECOŚCI

Zaliczam się do tych osób, które siadają wieczorem i snują refleksje na różne tematy. Lubię ogólnie przyjęte normy i definicje pojęć odnosić do swojego wnętrza i weryfikować, czy pasują do tego, kim jestem.
Jeśli pasują – super; jeśli nie – tworzę własne.

Tak było w przypadku definicji kobiecości.

Pytania:
czym jest dla mnie kobiecość?„;
co to znaczy być kobietą?„;
kiedy czuję się kobietą?”,
towarzyszą mi w trakcie pisania tej serii nieustannie.

Doszłam do wniosku, że – w myśl dualizmu tego świata – nie jestem w stanie określić, czym jest dla mnie pojęcie kobiecości, jeśli nie zestawię go z definicją męskości. Jedno nie istnieje bez drugiego.

Na tej podstawie zestawiłam ze sobą dwie grupy komponentów – jedna z nich jest charakterystyczna dla energii kobiecej, druga zaś dla energii męskiej. (Różne źródła podają różne cechy, mnie najbardziej odpowiadają te widoczne poniżej).

Oczywiście nie oznacza to, że kobiety mają (przykładowo) opierać swoje życie tylko na emocjach, a mężczyźni na myśleniu. Nie chodzi o wyzbycie się jakiegokolwiek z wymienionych elementów. Chodzi o obserwację siebie i wychwycenie, w których momentach Ty jako kobieta czujesz się bardziej kobieco, a w których mniej.

Podam przykład:
Miałam w swoim życiu kilka podejść do biegania. Co roku, gdy zaczynało być ciepło – rozpoczynałam swój sezon biegowy. Uwielbiałam to, ale nigdy jakoś szczególnie nie cierpiałam na nadmiar motywacji, by to robić. Moje podejście było godne podziwu, bo instalowałam przeróżne aplikacje, stawiałam sobie cele, konsultowałam się z trenerami, czytałam o prawidłowej technice, mierzyłam tempo, wykonywałam ćwiczenia oddechowe, robiłam przeróżne cuda na kiju, by moje bieganie było efektywne i jak najmniej kontuzjogenne.
Wszystko to był bullshit.
Traktowałam swoje ciało jak maszynę, która ma mi zapewnić określone wyniki, bym mogła być z niego zadowolona. Totalnie nie moja bajka. Totalnie męskie, techniczne i rywalizacyjne podejście, na które teraz mam alergię.
Od jakiegoś czasu moje nastawienie do aktywności fizycznej zmieniło się diametralnie i już nie obchodzi mnie mój dystans, nie biegam po to, by osiągnąć jakiś cel, zdjęłam z tego zajęcia wszelkie wytyczne i jak gdyby nigdy nic jestem w stanie wychodzić z domu z uśmiechem na twarzy.
Dlaczego?
Bo zaczęłam traktować ruch jako okazję do rozwijania swojej kobiecości. Czuję, jak podczas aktywności fizycznej kontaktuję się ze swoją intuicją. Mogę podczas biegania przyjrzeć się swoim emocjom. Często w trakcie treningu wpadam na pomysły na teksty i wiersze. Sam akt poruszania ciałem jest tylko tworzeniem przestrzeni na przeżycie czegoś głębszego.


Czy do tego potrzebuję jakiejś zjawiskowej motywacji?
Absolutnie nie.
Czy w ten sposób nie czynię żadnych postępów w treningach?
Absolutna nieprawda.
Czy takie podejście sprawia, że jestem radosna i aktywność fizyczna przynosi mi niesamowitą frajdę?
I to jak!

Takie przykłady można mnożyć i mnożyć – reguła jest jedynie taka, by realizować swoje zamiary z odpowiednią energią. Dodać więcej swobody, bo – jak opiszę to poniżej – kobieta, która nie czuje swobody, zaczyna się ukradkiem wymykać, by ją znaleźć.

KIEDY KOBIETA SIĘ PALI

Co się dzieje, gdy nieustannie funkcjonujemy z przestrzeni umysłu, strategii i myślenia?
Palimy się. Męczymy. Jesteśmy przeciążone. Jesteśmy wycieńczone.
Mówiąc poprawnie – wypalamy się.
I jedyne, czego wtedy pragniemy, to uciec.

Kiedy większość naszych dni polega na odhaczaniu listy zadań (zrobić zakupy, ugotować obiad, napisać tekst, wpisz dowolne); wymyślaniu strategii działania (w treningach, budowie domu, rozwijaniu swojej kariery, wpisz dowolne); czytaniu mądrych książek i innych zajęciach nastawionych na wynik – zaczyna w nas rosnąć pragnienie ucieczki.

Marzymy wtedy, by odciąć się od partnera, któremu przygotowujemy obiad.
Marzymy, by porzucić pracę na etacie i przestać gonić za podwyżką.
Marzymy, by wyjechać w daleką podróż i mieć wszystko w dupie.

I to nie dlatego, że partner jest do kitu, praca beznadziejna, a na wakacjach ostatni raz byłyśmy dekadę temu.
To dlatego, że kobieca energia nie lubi struktury.
Potrzebujemy struktury, ale gdy występuje ona w nadmiarze – szukamy z niej wyjścia.

Szukamy miejsca, w którym możemy pobyć same ze swoimi emocjami.
Szukamy zajęcia, które robimy tylko dla przyjemności.
Szukamy ludzi spoza kręgu bliskich nam osób.

Szukamy przestrzeni, w której można odpuścić.
Przestrzeni, w której można się poddać.


CHCEMY MÓC PRZESTAĆ BYĆ SILNE

Wydaje mi się, że powoli zaczynamy orientować się, że bycie kobietą niezależną nie jest takie fajne.
Przestajemy być dumne z tego, że obiad jest zawsze na czas; dzieci są grzeczne i czyste; potrafimy poradzić sobie same z każdym problemem; pniemy się po kolejnych szczeblach swojej kariery; mamy piękne mieszkania i wyglądamy nieziemsko przez całą dobę.
Spodnie zaczynają nam uwierać i szukamy dla siebie sukienki.
Po latach udowadniania wszystkim dookoła (ale przede wszystkim sobie), że jesteśmy równie ważne i silne – jesteśmy tym zmęczone. Mało tego – jesteśmy zdegustowane obrazem naszych mężczyzn, którzy wydają się być jacyś tacy mało męscy, bo nie wpadli w tryb wojownika, tak jak my.


DLATEGO ZLUZUJ MAJTY

By poczuć się kobieco.

Ubierz kieckę, idź na spacer, zrób dżem, kup kwiaty, pomasuj sobie stopy, zrób cokolwiek, co nie ma nic wspólnego z myśleniem i skutecznością – to po pierwsze.
Po drugie – spróbuj zmienić swoje podejście do codziennych obowiązków i znaleźć w nich coś, co pozwoli Ci czuć więcej swobody i radości.

Bo o radość chodzi, prawda?

Wysyłam dużo radochy!
Aga

Opublikowano Dodaj komentarz

Kiedy dama mówi „nie”?

Rozpoczniemy dziś od seksistowskiego dowcipu:

Jaka jest różnica pomiędzy damą a dyplomatą?

Dyplomata kiedy mówi „tak”, myśli „możliwe”.
Kiedy mówi „możliwe”, ma na myśli „nie”.
A kiedy mówi „nie” – nie jest dyplomatą.

Dama kiedy mówi „nie”, myśli „możliwe”.
Kiedy mówi możliwe, ma na myśli „tak”.
A kiedy mówi „tak” – nie jest damą.

Jest to tekst skonstruowany w ramach serii W barwach kobiecości (link do poprzedniego wpisu znajdziesz tutaj) – będę dziś pisać o enigmatycznie brzmiącym wyrażeniu, jakim jest stawianie granic. A mówiąc po polskiemu – o tym, dlaczego kobiety nie mówią wprost.


KOBIETY SAME NIE WIEDZĄ, CZEGO CHCĄ

Ile razy spotkałaś się z tym stwierdzeniem?

Ile razy słyszałaś po wypowiedzeniu słowa „nie” – „ona tylko tak mówi„?

Ile razy ktoś doszukiwał się w Twoich wypowiedziach drugiego dna, bo to oczywiste, że nie mówisz wprost o tym, czego potrzebujesz?

Wkurza mnie to, że kobiety (nie wszystkie rzecz jasna) wysyłają znaki dymne i oczekują domyślania się, o co im chodzi.
„No bo jak komuś zależy, to się zainteresuje i wyczuje, że to, co mówię, to nie to, jak jest, tylko to, co się mówi, żeby druga osoba zapytała, co się stało.”
OLABOGA!

Do czego to doprowadza?

Druga strona nigdy nie wie, czy Twoje „tak” znaczy tak; czy jesteś szczera; czy naprawdę czegoś chcesz; czy zgadzasz się, bo tak wypada albo boisz się odmówić albo jeszcze milion innych historii.
To nie jest fair.
Domyślanie się o co Ci chodzi nie leży w kompetencjach innych osób.
To Ty masz wiedzieć czego chcesz i zgadzać się na to, czego chcesz, a mówić „nie” wtedy, gdy chcesz się czemuś sprzeciwić.
To Twoje zadanie.
Nie zmuszaj innych ludzi do tego, by byli całodobowo uważni na Twoje nastroje i czujni na Twoje reakcje, jakbyś była bombą, która nie wiadomo kiedy wybuchnie, bo przed eksplozją nie wydaje z siebie żadnych sygnałów dźwiękowych.
Mów, jeśli coś jest nie tak.

Ustalmy coś:
Jeśli coś Ci się podoba i chcesz w to iść – mówisz: tak, chętnie, zgadzam się, dobrze, jest okej, super pomysł, jasne.
Jeśli nie jesteś czegoś pewna – mówisz: potrzebuję chwili do zastanowienia, nie jestem gotowa, daj mi trochę czasu, chcę to przemyśleć.
Jeśli coś wywołuje Twój sprzeciw – mówisz: nie, nie podoba mi się to, nie czuję się z tym dobrze, to nie dla mnie, nie tym razem, nie chcę.

Widzisz?
To nie jest supertrudne.


Supertrudne jest wyłączyć w swojej głowie lęki przed odrzuceniem i postawić na swoje dobro w pierwszej kolejności.
Supertrudne jest usłyszeć w sobie głos, który pozwala nam się rozeznać w tym, czy coś nam odpowiada czy też nie.

Tu leży pogrzebany pies.

Nie umiemy siebie słuchać.
Nie umiemy wyczuć sygnałów z ciała, które nas prowadzą.
Nie umiemy stwierdzić, czy coś jest nasze.

Czekamy na prowadzenie, na instrukcje, na pozwolenie.

Aktywny wzorzec zachowania Córki (o którym pisałam tutaj) nie pozwala nam podejmować samodzielnych decyzji. Jeśli nieustannie uważamy, że kogoś pomysły i rozwiązania są lepsze od naszych (mamy, przyjaciółki, męża itd.) – nie poznamy tego, co same lubimy. Niepomocne jest również to, że jesteśmy bardzo emocjonalnymi istotami. Czasami czujemy coś dużego i miota nami, a gdy to minie – nie wiemy, co się właśnie wydarzyło.

Więc kiedy kolejnym razem:

– ktoś Cię o coś poprosi – nie zgadzaj się od razu; zapytaj siebie, czy chcesz to zrobić
– coś wzbudzi Twoją niechęć – nie angażuj się w to
– będziesz chciała wybuchnąć na kogoś – weź wdech i zastanów się, czy Twoje emocje dotyczą tej danej osoby
– nie będziesz wiedziała, co czujesz – odpuść sobie podejmowanie decyzji i poczekaj, aż będziesz spokojniejsza
– usłyszysz w swojej głowie wielkie NIE – nie mów z uśmiechem na twarzy „chętnie


USTAL SWOJE STANDARDY

To trochę wyższy level tematu. O ile wcześniej chodziło mi o to, by na bieżąco rozpoznawać swoje odczucia, tak tutaj zależy mi na tym, by na podstawie kilku podobnych do siebie sytuacji i zdarzeń zdefiniować swoje standardy.

Przykładowo:
Podczas kilku kolejnych spotkań z różnymi osobami zauważyłaś, że denerwuje Cię brak punktualności. Jesteś w stanie poczekać na kogoś 15 minut, a po tym czasie zaczynasz mieć gorszy nastrój i poczucie straty czasu. Dzięki obserwacji samej siebie wiesz, że Twoim standardem jest 15-minutowa uprzejmość i jeśli dana osoba nie powiadomi Cię wcześniej o spóźnieniu – z szacunku do samej siebie i swojego czasu – wychodzisz ze spotkania.

Takie własne zasady pozwalają Ci dbać o swoje dobre samopoczucie; dzięki nim łatwiej jest Ci podejmować decyzje; a dla innych jest to bezcenna instrukcja Ciebie.

To nie jest tak, że nie czekając – jesteś niemiła.
To nie jest tak, że odmawiając – urażasz drugą osobę.
To jest tak, że szanując swoje zasady – zaczynasz szanować zasady innych.


NIE LUBIĘ SŁOWA GRANICE

Kojarzy mi się z atakiem i obroną. O ile niekiedy rzeczywiście jesteśmy atakowane i należy się bronić, tak większość sytuacji, które wymaga stawiania granic nie ma nic wspólnego z narzucaniem swojej woli czy agresją.
Są to codzienne momenty, w których wchodzimy w interakcje z innymi ludźmi.
Ktoś czegoś chce, drugi ktoś nie chce; ktoś kogoś prosi, ktoś inny odmawia.

Problem leży tylko w podejściu do sprawy. Ludzie słysząc „nie” na swoją prośbę czy propozycję czują się urażeni i odrzuceni (nie mówiąc o skrajnych przypadkach, w których włącza się w takich momentach akordeon wkurwu), więc ci, którzy odmawiają, wpadają w poczucie winy.
Sytuacje mogą dotyczyć różnych kwestii – od prośby o pożyczenie książki po propozycje wejścia w związek.

Ja się pytam – komu to służy?

Jak to mówił mój znajomy – szanujmy się, byle jak, ale się szanujmy 😀

Nie” nie oznacza „nie lubię Cię„.
Nie” nie oznacza „nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego„.
Nie” nie oznacza „chcę zrobić Ci na złość„.
Nie” nie oznacza „nie możesz na mnie liczyć„.

Nie” może oznaczać „nie tym razem„.
Nie” może oznaczać „nie chcę tego, wolę tamto„.
Nie” może oznaczać „chcę to zrobić inaczej„.
Nie” może oznaczać „teraz nie mogę, ale następnym razem chętnie pomogę„.

Mówiąc „nie” – dopowiedz dlaczego.
Będzie łatwiej.

Poznaj swoją instrukcję obsługi.
Działaj według niej.
Podaruj ją innym.
Niech będzie dla Ciebie ważna, a zobaczysz, kto również uznaje ją za ważną.

Przytulam,
Aga

Opublikowano Dodaj komentarz

Księżniczki, matki i dziwki – typy kobiet w naszej głowie.

Już teraz kocham ten tekst, choć jeszcze go nie napisałam. Oczywiście Ty czytasz go już w czasie, gdy jest ukończony, ale ja jeszcze nie wiem, co dokładnie w nim zamieszczę. Mimo to jestem w fantastycznym nastroju, bo opowiem dziś o archetypach, czyli o temacie, który jest przeze mnie uwielbiany.

Jako, że jest to post skonstruowany na potrzeby serii W barwach kobiecości – będę pisać o archetypach kobiet.
Temat jest długi i szeroki, więc już na wstępie chcę zaznaczyć, że to, co tutaj znajdziesz, to jedynie moja nieśmiała próba wciśnięcia konkretów w małą objętość tekstu, by pobudzić Twoją ciekawość.

Różne źródła wymieniają różne archetypy funkcjonujące w kobiecej psychice. Warto wspomnieć, że żaden z wzorców nie występuje jako jedyny. Wszystkie posiadamy w sobie ich różne proporcje lub postępujemy zgodnie z nimi w różnych momentach naszego życia – w zależności od potrzeb i etapu rozwoju. Dlatego też nie zachęcam do deprywacji żadnego z nich. Możesz o nich przeczytać i zastanowić się, który wzbudza Twoją sympatię, a który niekoniecznie (oraz jakimi przekonaniami może to być spowodowane) i uznać to jako ciekawostkę na swój temat. Dodam też, że nie są to jedyne motywy naszych zachowań – oprócz tego, co wewnątrz nas, na naszą osobę składają się również czynniki zewnętrzne.

Zanim przejdę do opisów poszczególnych typów, chcę opisać krótki schemat powyżej.
Archetyp Córki towarzyszy nam od narodzin po nastoletnie lata. Po fazie dorastania powoli zaczynamy zauważać kolejny z dominujących – Matki lub Bohaterki. Istnieje również trzecia możliwość – nie wyrastamy z wzorców zachowania Córki i to ten archetyp przeważa nad pozostałymi. Niezależnie od opcji – wszystkim trzem towarzyszą podtypy Dziewicy lub Dziwki, które odzwierciedlają nasz stosunek do własnej sensualności. W tym miejscu chcę zaznaczyć, że podtypy nie zależą od liczby partnerów seksualnych, a od różnic w podejściu do cielesności.
Ponadto nazw żadnego z powyższych nie należy rozumieć dosłownie, bo – przykładowo – Matki niekoniecznie są mamami. Szczegółowo opiszę to poniżej.
Kolejna sprawa jest taka, że opisywane wzory zachowań to pewnego rodzaju ekstrema.
Przykładowo: Dziewica i Dziwka są awersem i rewersem tej samej monety – można to porównać do kontinuum introwersji i ekstrawersji – każda z nas znajduje się w pewnym punkcie na osi, a nie na jej krańcach.

Trele morele napisane, przechodzimy do rzeczy.


CÓRKA

Jak wcześniej wspomniałam – Córka jako jedyny archetyp może trwać przez całe życie. Wzorzec zachowania Córki opiera się na szeroko pojętej podwładności. Córka nie decyduje. We wczesnych latach dlatego, że nie może, a w późniejszych dlatego, że nie potrafi. Skrajnym przypadkiem Córki jest kobieta, która niczym księżniczka w zamkniętej wieży – czeka na mężczyznę, który sprawi, że jej życie ruszy do przodu. Córki nie rozwijają swoich skrzydeł, bo nie wiedzą, że je mają. Po pojawieniu się mężczyzny w ich życiu zaczynają być wobec niego roszczeniowe, gdy ten nie spieszy się ratować ich z ich własnego dramatu. Archetyp Córki sprawdza się w rolach, w których należy stosować się do instrukcji, bowiem świetnie wywiązuje się ze swoich obowiązków.

MATKA

W przeciwieństwie do Córki – Matka jest tą, która decyduje i sprawuje opiekę. Jej skrajne postacie mogą przybierać różne formy – od macochy, która wykorzystuje swoją rolę do podporządkowania sobie innych, po matkę nadopiekuńczą, która nie wypuszcza ze swojego gniazda żadnego z podopiecznych. Jej nadrzędną wartością jest tworzenie więzi i dbanie o dobrobyt każdego z członków grupy społecznej, którą tworzy. Często wydaje polecenia i jest przemęczona nadmiarem obowiązków. Czuje się odpowiedzialna za samopoczucie swoich bliskich, dlatego próbuje ich kontrolować. Zdrowe Matki potrafią znaleźć balans pomiędzy dbaniem o dobro bliskich a narzucaniem im tego, co uważają za dobre dla nich. Ich rola nie sprowadza się tylko do posiadania dzieci – otaczają troską każdego, kto według nich potrzebuje ciepła i miłości. Są niezawodne w tworzeniu miłej i bezpiecznej atmosfery.

BOHATERKA

Archetypowa Bohaterka stawia na spełnianie swojej życiowej misji, która nie jest związana z życiem rodzinnym. Może to być praca, podróże, zakon lub jakiekolwiek inne oddanie się bez reszty przedsięwzięciu na całe życie. Bohaterki często prowadzą życie w pojedynkę i odnajdują się w roli osoby wspierającej określone grupy społeczne (np. rodzina rodzeństwa lub różnego rodzaju fundacje). Relacje Bohaterki mają charakter bratersko-siostrzany, dlatego często mają trudności w nawiązywaniu romantycznych relacji. Bohaterkom często towarzyszy poczucie niesprawiedliwości, wobec której są gotowe walczyć. Lubią się uczyć i zdobywać kolejne stopnie zaawansowania w temacie, który je fascynuje. Świetnie funkcjonują w obszarze zawodowym i sportowym.

DZIWKA

Wzorzec zachowania Dziwki opiera się na otwartości, ciekawości i swobodzie w każdym temacie. Seksualność jako jeden z istotniejszych komponentów kobiecości nie jest dla Dziwki tematem tabu. Bawi się flirtem, czerpie przyjemność ze swojego ciała (nie tylko w aspekcie seksualnym) i jest świadoma swojej atrakcyjności. Taka kobieta nie tylko zna potrzeby swojego ciała i je zaspokaja, ale także emanuje magnetyzmem, wobec którego kobiety mające uśpiony archetyp Dziwki mogą poczuć się zgorszone. Wzorzec Dziwki niekoniecznie wiąże się z posiadaniem licznego grona partnerów seksualnych (choć tego nie wyklucza), a z otwartością na to, co w kobiecie instynktowne i dzikie. Archetyp Dziwki wsłuchuje się w sygnały płynące z ciała, jest intuicyjny i nastawiony na kreację. Pomaga w odkrywaniu swojej wewnętrznej mocy oraz wprowadza w życie lekkość i zabawę.

DZIEWICA

Dziewice w przeciwieństwie do poprzedniego archetypu nie uznają niczego, co zmysłowe, intuicyjne, instynktowne i emocjonalne. Ich umysł jest bardzo aktywny i świetnie odnajduje się w środowisku zawodowym. Są to kobiety, które niezbyt dobrze odnajdują się w temacie swojej seksualności. Zazwyczaj niełatwo obdarowują ludzi swoim zaufaniem. Archetyp Dziewicy jest pomocny w sytuacjach, w których nowo poznane osoby chcą w zbyt szybkim tempie znaleźć się w kręgu naszych najbliższych osób. Pozwala także zachować trzeźwy umysł przy rozhuśtanych emocjach. Skrajna postać archetypu ma skłonności do ciągłych „poprawek” siebie, ponieważ to, kim jest i co posiada jest niewystarczające.

Jak to wygląda w praktyce?

Opiszę przykładowy przypadek.

Żyje sobie kobieta imieniem Gabriela. Gaba wyrosła z archetypu Córki i od zawsze wiedziała, że zostanie prawniczką. Czuła w sobie misję, którą pragnęła realizować poprzez ten zawód (Bohaterka). Skończywszy liceum udała się na studia prawnicze, które pochłaniały ją bez reszty. Niezbyt interesowała się wchodzeniem w związek (Dziewica). Jednak po obronie magisterskiej jej podejście do relacji uległo zmianie i stworzyła bliską relację ze swoim kolegą z kierunku. Dzięki temu Gabrysia miała możliwość poznać inną stronę siebie – tę bardziej sensualną i intuicyjną (Dziwka). Po kilku latach para zdecydowała się na dziecko, przez co w psychice Gaby uaktywnił się archetyp Matki.

To tylko jedna z możliwych historii.

Jaka jest Twoja?

Z miłością,
Aga

Opublikowano Dodaj komentarz

Koniec z marzeniami

Wesoło ogłaszam, że tym postem kończę serię Naucz się marzyć.

Dziś będzie krótko, bo napiszę tylko o tym:
– jaki sens ma czytanie moich tekstów o marzeniach
– dlaczego Metoda 3 kroków ma 3 kroki (o wstępie do tej metody pisałam tutaj)
– w jaki sposób możesz odebrać przygotowany przeze mnie PDF z ćwiczeniami do tej serii


MOTYWACYJNE PIERDZENIE

Być może w odpowiedzi na slogany odnoszące się do spełniania swoich marzeń w Twojej głowie wyłącza się przycisk dotyczący odbioru bodźców z zewnątrz, bo masz dość motywacyjnego pierdu.
Ale ja nie o tym pisałam.

Zatem o czym pisałam? – pewnie zapytasz.

Podprogowo przedstawiłam Ci metodę na urzeczywistnianie swoich idei trzema różnymi poziomami Twojej egzystencji, co rozwinę w drugiej części tego tekstu. (Cóż za imponująca liczba nietuzinkowych wyrazów wystąpiła w zdaniu poprzednim).

Teraz jeszcze chcę wymienić kilka GDY oraz BY (off top: obczaj, że po złączeniu tych dwóch słów wychodzi trzecie – gdyby – polski język jest fascynujący, a ja zdecydowanie zbyt często stosuję nawiasy i zamieszczam niewnoszące nic komentarze), w celu zachęcenia Cię do zapoznania się z całością projektu:
– gdy Ci smutno i źle
– gdy nie wiesz co ze sobą zrobić
– gdy uważasz, że nie warto, bo nigdy nie kończysz tego, co zaczynasz
– by zacząć wierzyć w swoje działania
– gdy sabotujesz swoje pragnienia
– by dopasować spełnianie marzeń do swojego planu dnia
– by poznać jak poprzez ciało można ułatwić sobie spełnianie marzeń
– by dowiedzieć się dlaczego slight edge zawsze działa
– gdy inni ludzie przygniatają Twoją chęć do działania

– gdy błądzisz po internecie i chcesz przeczytać coś wartościowego 🙂

Wybierz sobie któreś z powyższych i z tego powodu zacznij czytać.


DLACZEGO METODA 3 KROKÓW MA 3 KROKI

Bo uważam, że drogą do poczucia pasji w swoim życiu jest świadome zestawienie ze sobą 3 elementów.

Tymi elementami są:
nasz duch, nasz umysł i nasze ciało.

I żeby nie było – w tym nie ma nic magicznego (choć wiem, że czasem posługuję się tym słowem).
Nie chodzi o magiczny sposób spełniania marzeń.
Chodzi o integralność.
Chodzi o spójność wewnętrzną.
Chodzi o świadomość.

Metoda 3 kroków skupia się na każdym z wymienionych elementów.


W tekstach dotyczących MARZENIA, czyli kroku pierwszego – skupiałam się na tym, by wskazać Ci, że jest w Tobie cząstka, która wykracza poza ramy ciała i umysłu. Chciałam nauczyć Cię z niej korzystać i czerpać z niej inspirację.

W tekstach dotyczących SUKCESU, czyli kroku drugiego – skupiałam się na tym, by przedstawić Ci mechanizm działania naszych umysłów. Chciałam nauczyć Cię zrobić z niego swojego sprzymierzeńca, bo to on jest narzędziem, które mamy w posiadaniu, by kierować swoim życiem.

W tekstach dotyczących DZIAŁANIA, czyli kroku trzeciego – skupiałam się na tym, by pokazać Ci, jak istotny w procesie marzenia jest aspekt materii, w której żyjemy. To ciało, w którym żyjesz; to działania https://belgradesaxperience.com/lettera-o/index.html , które wykonujesz; to ludzie u Twego boku.

Pamiętasz Kasię?
Pisałam o niej tutaj.

Wyobraź sobie, że Kasia startuje w zawodach na najlepszą tancerkę ever.

Kasia nie natknęłaby się nawet na te zawody (nie mówiąc o wygraniu ich), gdyby nie fakt, że odkryła w sobie marzenie o byciu tancerką (krok 1 – duch – MARZENIE).

Kasia nie wzięłaby udziału w zawodach, gdyby nie fakt, że wierzy w to, że może je wygrać i potrafi się zdyscyplinować do treningów (krok 2 – umysł – SUKCES).

Kasia nie wygra zawodów, jeśli nie będzie dbać o swoje ciało, działać w tym kierunku i otaczać się ludźmi, którzy jej kibicują (krok 3 – ciało – DZIAŁANIE).

Widzisz już, że każdy z tych trzech elementów jest ważny?


PREZENT, KTÓREGO NIKT NIE CHCE, A KAŻDY POTRZEBUJE

Na koniec nadmienię, że do całości projektu mam przygotowany PDF z ćwiczeniami, które w praktyczny sposób pozwalają zastosować to, co starałam się przekazać Ci w teorii.
Jeśli jesteś zainteresowana – napisz do mnie na blog@aganatywnie.pl.
Całość jest darmowa, bo jest prezentem ode mnie dla Ciebie.

Prezenty dają radość, a o radość nam chodzi, prawda?

Ślę moc radości!
Agnieszka